Ma to być pytanie czysto retoryczne, do- że tak się wyrażę, własnych przemyśleń. Dodam poniżej, do pomocy w rozważaniach szanownych Czytelników – kilka wskazówek zasłyszanych czy też przeczytanych w internecie…
Po pierwsze: ograniczanie takich czy innych programów nauki przedmiotów (i to wcale niekoniecznie mowa o historii, ale na przykład…o biologii)
Po drugie: zmniejszanie ilości zatrudnionych licencjonowanych nauczycieli.
Po trzecie: komasowanie klas w szkołach (łączenie, duża ilość uczniów), co zapewne utrudnia dobre kontakty na płaszczyźnie uczeń-nauczyciel
Po czwarte: likwidacja szkół (z przyczyn ekonomicznych (sic!)), a więc wykształcenie wysoko specjalizowanych profesjonalistów nie jest celem szkolnictwa i nie przekłada się na zysk ekonomiczny całego państwa (na pewno nie Polski, tutaj zarządzanie czymkolwiek raczej leży nie stoi…)?
Po piąte: ogólnie poziom nauki idzie raczej w dół, nie w górę… na poparcie tej tezy poza swoimi własnymi spostrzeżeniami mam np. wypowiedź Konrada Latkowskiego w pewnym materiale, co prawda nie w temacie szkolnictwa, ale komentarza do wypowiedzi na temat startup(ów): „Ale skoro szkoła nie uczy logicznego myślenia, a już na pewno nie przedsiębiorczości to może właśnie te imprezy…” – i z tym komentarzem dotyczącym logicznego myślenia, bardzo ciężko się nie zgodzić.
No to miłego rozważania.
Piotrek
