Agnieszka Polskie Dziecko potrzebujące pomocy z Lwowa.

Najnowsze wiadomości dotyczące Agnieszki, małej dziewczynki chorej na raka gałek ocznych:
Po otrzymaniu wizy wjazdowej do Niemiec w Kijowie,
Agnieszka wyjechała w Essen, dziś tj. 5 lipca pierwsza
konsultacja. Na dzień dzisiejszy Matka Agnieszki zebrała ma 5 tys euro, fundacja niemiecka daje
3 tys. Euro , Expatria 10 tys zł, my ok 500zł.
Do 15 tys. Euro jeszcze trochę brakuje. Prosimy raz jeszcze o wspólne wsparcie i pomoc.

Poniżej link do materiału poprzedniego:
O Agnieszce na bezprzesady.com

Przypominam numer konta na który można wpłacać pieniądze-dary przeznaczone na leczenie Agnieszki:
Towarzystwo Miłośników Lwowa
ul.Lisowskiego 1
65-072 Zielona Góra
PKO BP SA II O/Zielona Góra, nr konta: 471020 5402 0000 0702 0118 4308
z dopiskiem: ?Działalność RAE, na leczenie Agnieszki Mokrzyckiej?
Piotrek

Ulotka wyborcza i garść informacji

Znalazłem ulotkę pod drzwiami, uważnie przeczytałem. Obejrzałem. Porozmawiałem na jej temat. I postanowiłem podzielić się z internautami jej wizerunkiem. Nie będę jej komentował bezpośrednio. Powiem inaczej: rozmawiałem z wojskowym, rozmawiałem z inżynierem gazownictwa. Zżymali się. Dużo mówili i nie nazywali tego lapsusami. Do tego widziałem trójwymiarową kartkę. Zwycięzcy PO. Machasz kartką i widzisz potwory: znanego księdza i lidera przeciwnej partii- wykrzywione twarze, dzikie i szalone. Nie wiem kto wyprodukował tą trójwymiarową kartkę, niemniej przypomina się mi inna medialna NEGATYWNA kampania polityczna sprzed dwóch lat, czarne plakaty ze słowami bardzo wymownymi w swoim znaczeniu i określające pewną merytorykę pewnego ugrupowania. Znikły dość szybko, chyba medialni spece zrozumieli swój błąd, – taka kartka trójwymiarowa, to inna sprawa, marketing szeptany, a jednocześnie partyzancki…
Kto to wyprodukował, nie wiem… Niestety, nie udało się mi zrobić zdjęcia tej kartce, nie miałem aparatu przy sobie. Duża szkoda.
Zestawienie tej rzekłbym skromnej w wymowie ulotki, która jest pokazana poniżej, i merytorycznych treści w niej zawartych jest zastanawiające.
Abstrahuję tutaj od sympatii politycznych, próbuję raczej analizować to co pamiętam, wykorzystać umysł i wiedzę do znalezienia wyjaśnienia. Czy aż tak bardzo zaostrza się dyskurs polityczny? Musi pojawiać się tak nieczysta gra? Ciągle w radiu słyszę z jednej strony o wojnie polsko-polskiej. Termin zaistniał ponieważ został ukuty i powtórzony tyle razy, aby pojawić się w świadomości medialnej, społecznej z odpowiednim wydźwiękiem. I teraz jest wykorzystywany. Przykład marketingu.

I jeszcze jedna rzecz która utkwiła mi w pamięci.
Przed pierwszą turą pan z Matką Boską w klapie wyzywał pewnego księdza, który stworzył imperium medialne, od Szatana. Wzywał do działań prokuratury wobec niego. Z drugiej strony potwierdzał, że w sprawach religii owe imperium w 98 procentach jest ok. Same sprzeczności. Jak może ktoś być Szatanem i zachęcać do kultywowania wiary w Boga. I to w 98 procentach czynić to skutecznie i sprawnie, według tego głosu krytyki.
Szatanem ponoć jest li tylko w sprawach wypowiedzi politycznych, na łamach tego medium katolickiego. Nie ma to związku z moralnością tego medium? Jeżeli ktoś jest moralizatorem jakiejkolwiek opcji wiary czy polityki, wiadomo że będzie do niej nawiązywał w różnych wypowiedziach z różnych okazji i odwrotnie przy okazji poruszania innych tematów w danym medium. Przy okazji omawiania sytuacji politycznej również oprze się na moralności, wartościach etycznych przekazu owej stacji.
Krytyka Pana z Matką Boską w klapie, jest pozbawiona logiki. Jak sądzę. Może jednakowoż się mylę i zagubiłem się w swoich skromnych rozważaniach.

Poniżej przedstawiam ulotkę.

Dlaczego jeździmy na światłach? Zużywamy akumulatory i…

Zadaję sobie to pytanie od dawna. Często bywam w Niemczech tam nikt na światłach nie jeździ.
Nawet spytałem się kolegi Niemca z Berlina – wspomniałem o bezpieczeństwie ( mają tam o wiele większy ruch i o wiele szybciej jeżdżą, a co najważniejsze mają o niebo lepsze drogi) odpowiedział że nie jeżdżą na światłach z przyczyn EKOLOGICZNYCH.
Nic już nie zrozumiałem – my jeździmy na światłach ze względu na bezpieczeństwo (ostatnie badania socjologiczne tego nie potwierdziły, nie było wcale mniej wypadków w ostatnich latach), o ekologię walczymy jak lwy jak wiecie…, Dolina Rozpudy, nie spuszczenie na czas zbiornika w Jeziorsku po stanowiska lęgowe…, itp…
A tu taki lapsus…
Za to ostatnio policzyłem sobie z kolegą że: jeżeli tylko o 1 tysięczną więcej nasz pojazd zużywa na 100 km przez jazdę na światłach to z 5 mln samochodów przykładowo, które to przejadą, powiedzmy 100 km w ciągu dnia, robi się całkiem okrągła sumka.
(0,001 razy 4,5zł = 0,0045zł razy 5 000 000 = 22 500zł)
Dodatkowo zużywamy szybciej, akumulatory – kosztowne i trudne do utylizacji ekologicznej, musimy je częściej wymieniać, przemysł akumulatorowy zaciera ręce,..
I oczywiście żarówki też musimy częściej wymieniać…
I co zrobimy z tym faktem?
Piszcie co Wy na to…

Pozdrawiam wszystkich kierowców w tych upałach.
Piotrek

Jeżeli to prawda… Tusk Oberwał za powódź

Cytat za salonem24, wyjątkowo nie będę tego komentował…
(dodam tylko do siebie, że od dawna media dla mnie są NIEWIARYGODNE…i to nie jest jedyny przykład jak sądzę, manipulowanie opinią społeczną idzie liberałom doskonale- brak informacji to najważniejsza informacja, coś co nie istnieje w świadomości publicznej nie miało miejsca w rzeczywistości dla świadomości odbiorców publicznych…)

Premier Tusk w Sandomierzu – jak kłamią media, jak kłamie władza

Jak donoszą moi znajomi z Sandomierza, kilka dni temu miało tam miejsce wydarzenie, o którym milczą wszystkie media. Zastanawialiście się może, co się premierowi Tuskowi stało w usta, korale? Zaciął się przy goleniu? Zagryzł wargę mocując się z powodzią i mu tak zostało? Dostał od żony?

Nie, moi państwo. Otóż pan premier ze swoją świtą postanowił się lansować na terenach powodziowych i fotografować, żeby ładnie wypaść w gazetach. Nie przewidział jednego – że wytrzymałość nerwowa powodzian ma swoje granice. Na widok pozowania do sesji fotograficznej ludzie rzucili się na ochroniarzy i zaczęli ich po prostu lać. Jeden facet przedarł się do samego Tuska go trzasnął w zęby. O dziwo, ochrona nie strzelała ani nic, a i Tusk dyskretnie milczy o takim casus pascudeus. Wraz ze świtą zmykał chyłkiem, ścigany gniewnymi okrzykami ludzi, których powódź doprowadziła do rozpaczy, a arogancja władz – do wściekłości. „Już my was wybierzemy!”, „My wam damy wybory!”

Nie można się dziwić postawie mieszkańców zalanych terenów. Ci, co tam byli – nie na brzegu, ale na środku tego olbrzymiego, nowego akwenu, który rozciąga się na przestrzeni 15 kilometrów, od Sandomierza do Tarnobrzega. Wojna nie zdołałaby spowodować większych strat, chyba atomowa. Tysiące domów, które już nigdy nie będą zdatne do użytku, nawet gdyby ich właściciele mieli pieniądze na remont. Tysiące budynków gospodarczych, sklepów, zakładów, szkół, placówek służby zdrowia, urzędów, kościołów – wszystko zniszczone doszczętnie. Do wymiany będzie w nich wszystko, prócz murów, stropów i dachów. Każdy, kto budował dom, wie, że największe koszty ponosi się na etapie kładzenia instalacji i wykończeń. A co z miejscami pracy? Ci ludzie zostali bez środków do życia, bez domów, bez perspektyw, bez szans na poprawę losu. Nawet jeśli państwo im pomoże, to na pewno nie w takim zakresie, by pokryć choćby trzecią część strat. Nie będzie pracy, nie będzie szkół, przychodni, nawet cmentarzy nie będzie. Wyobraźcie sobie, gdzie pochować zmarłych członków rodziny, skoro wszystko na kilkanaście kilometrów wokół jest pod wodą? Jak odwiedzić rodzinę w szpitalu? Jak zapewnić byt dzieciom?

Ci, którzy prowadzą akcję ratunkową dziwią się, że nie wybuchła jeszcze epidemia – ale do przedwczoraj było chłodno. Teraz mamy tropikalne upały. Tysiące zwierząt rozkładając się, zatruwają wodę i ziemię, budynki i te sprzęty i instalacje, które ocalały. Gniją rośliny, żywność. Po wodzie pływają sprzęty wyniesione przez wodę z budynków. Do tej wody nie można zanurzyć ręki, by bie narazić się na ciężkie zakażenie, zachłyśnięcie się nią to, dosłownie, stan zagrożenia życia.

Media kłamią, nie pokazując grozy sytuacji. Kłamią ręka w rękę z władzą, której wydaje się, że ma szanse ponownie oszukać ludzi. Telewizja nie pokazuje tych dantejskich scen, jak nie pokazała premiera przyjmującego na zęby poparcie „wdzięcznej” ludności.

Źródło: http://nazimno.salon24.pl/192688,premier-tusk-w-sandomierzu-jak-klamia-media-jak-klamie-wladza

Po prostu dziury w asfalcie… Jak jeździć?

Zdjęcia jakie tutaj zamieszczę po prostu pokazują dziury. Co ciekawe na krótkim odcinku Palacza.
Jest to może jakieś 200 m. Jestem pełen podziwu dla służb że nic z tym nie robią. Inna sprawa, że wiele ulic wygląda jak ser szwajcarski…

Czyżbyśmy równali do jakiś wschodnich standardów? Na Ukrainie większość dróg tak wygląda.
Nie mówię już o tym, że uszkodzeń przez to w samochodach bez liku- zawieszenia sypią się aż miło…
Indolencja służb wydaje się całkowita…
Czy w tym kraju nic się już nie zmieni???
Na lepsze?

duch997

Choreoterapia z Cudnym TOwarzystwem

Taniec jak mawia moja znajoma jest żywiołem. Przenosi uczucia i niewypowiedziane słowa w gesty ciała. Uwalnia i wyzwala. Odreagowuje. Leczy.

Honorata Łukaszewska trzy lata temu podjęła się sprawy ważnej. Przygarnęła pod swoje skrzydła i otoczyła opieką wynikająca z dobroci serca grupę niepełnosprawnych umysłowo, jak by powiedział ks Isakowicz „Muminków”. Jak nam się kojarzą Muminki? z niezdarnymi ale bardzo ciepłymi i uczuciowymi stworzeniami.
Niezdarność naszych „Muminków” wypływa z faktu bycia niepełnosprawnym. Troszkę inaczej pracują ich głowy, troszkę wolniej, w inny świat patrzą ich oczy.
Nie widzą wielu rzeczy które nam zaprzątają tak wiele czasu odzierając nasze życie z uczuć. A Oni widzą uczucia. Czują sercem. Są sprawiedliwi, jeżeli ktoś robi im krzywdę boja się go i płaczą , uciekają przed nim.
Jeżeli ktoś ich kocha oni kochają w dwójnasób.
Czasami są wylewni, czasami zamknięci w sobie. Reagują bardzo żywiołowo lub nie. Ekspresja to czasami ich drugie imię.
W naszym społeczeństwie udaje się, że mają swoje prawa. Mają na tyle, na ile jest to wygodne dla władz i nie narusza społecznych potrzeb. Jest grono ludzi prawdziwych, którzy stale wywierają nacisk na władze, aby zmienić więcej na korzyść „Muminków”.
Podjąć się trudnego zadania akceptacji ich w społeczeństwie. Do tej pory zawsze gdzieś istnieją na marginesie.
Często kiwamy głowami, litujemy się i jednocześnie ocieramy pot z czoła: dobrze że to nie my, że to nie w naszej rodzinie. Odwracamy głowy na ulicy od twarz, które posiadają cechy mongolizmu. Być może i z obrzydzeniem…Przyzwyczajeni do epatowania pięknem i dążeniem do piękna, odrzucamy ich.
A oni mają piękno w duszy i w sercu. Być może żaden z nas nie osiągnie takiego stanu Miłości i przywiązania do osób, które kochają. Nie zdradzają, jak kochają robią to szczerze, są pełni zaufania.
Jest w nich coś z malutkich dzieci. Tacy ufni, wrażliwi.
Oczywiście mają swoje humory jak i dzieci. Ale czy dzieciom nie wybaczamy? Czy nie powinniśmy wszystkim wybaczać?
Przyglądam się społeczeństwu i drżę ze strachu. Dzisiejsze życie spycha na margines wszystko co nie wiąże się z pieniądzem, przetrwaniem, dążeniem do kariery. Miłość sprowadza się do aktu płciowego. Bez gestów ciała, przytulenia pogłaskania, bliskości potrzebnej każdemu z nas, jednak zabijanej bo jest „nie trendy” i przeszkadza w wyścigu szczurów. Tak, wyścig nie jest ujęty w cudzysłów, to określenie staje się coraz bardziej realne, namacalne.
Gdzie w tym całym zamieszaniu, miejsce dla nich? Czy ktoś da im szansę? Przejmie się ich losem?
Otoczy opieką, zainteresowaniem, a może i nawet miłością?
Dlatego tak ważne jest to co robi Honorata, daje im coś więcej niż tylko taniec.
I nie tylko im…

Piotrek

Strona Promyczków

MPK w Poznaniu – jak utrudnić życie kierowcom…

Po ustawieniu przystanków na ulicy Rolnej w Poznaniu można dojść do wniosku, że pracownicy MPK którzy to zagadnienie rozwiązywali nie stosują raczej logicznych przesłanek do tego typu prac. Zatrzymujące się na przystankach autobusy jadące z dwóch przeciwnych kierunków blokują ulicę. Powód: przystanki są naprzeciwko siebie. Bez przesady dla takiego myślenia? Na pewno!

autobus

Kto winny zaniedbaniom, kto odpowiedzialny… Smoleńsk

Właśnie przeczytałem artykuł na stronie: Kresy.pl
Dla mnie jest to całkowita porażka systemu. Najgorsze jest to, że osoby które są odpowiedzialne za to, udają że nie są.
Kilka dni temu w radiu słyszałem jak jakiś polityk tłumaczył Klicha, że przecież nie może się podać do dymisji bo byłaby to skaza na jego karierze do końca jego politycznej przyszłości…
A jakże by inaczej miało być? Jeżeli ktoś odpowiada za Armię, która jest odpowiedzialna za tragiczny lot, ponosi za to odpowiedzialność, ponieważ on jest dowodzący.
Pamiętamy proces norymberski i odpowiedzialność sprawczą wydających rozkazy i odpowiedzialnych za tych, którzy je wykonywali. TO chyba jasne.
A kto w takim razie jest odpowiedzialny za to, że te wszystkie szczątki jeszcze tam leżą? Jak to możliwe?
Nie wyobrażam sobie, żeby po katastrofie samolotu USA doszłoby do czegoś takiego; o samolocie prezydenckim nie wspomnę.
To co przeczytałem i zobaczyłem jest dla mnie nienormalne.
To jakaś farsa, nawet słowo bez przesady wydaje się mi zupełnie niewystarczające…
Jeżeli znajduje się jeszcze fragmenty ciał ofiar….
Poniżej zdjęcia z 2-3 maja tego co jeszcze tam leży…
Zdjęcia nie pozbieranych szczątków w Smoleńsku

DUCH997

Park w Poznaniu ma być zniszczony- znów przekręt?

Właśnie trafiłem na info na stronie

Sołacz-Info
I tak zastanawiam się o co tu chodzi…, jeden z najpiękniejszych najbardziej malowniczych parków Poznania ma być zlikwidowany? Kto o tym decyduje? Prezydent miasta, radni, a nie mieszkańcy? to jakiś absurd. W Szczecinie jest park na parku to są płuca miasta, a park w Poznaniu do tego ma jeszcze piękne mostki, stawy jest malowniczy i bardzo ładnie położony…

To jest coś bardzo nie w porządku.

Dopisujcie się wszyscy którzy są przeciw pod tym newsem…

Ja jestem przeciw likwidacji parku – a za jego istnieniem!

DUCH997

Matematyka na Maturach; jak tworzyć elitę inżynierów?

Moim zdaniem:
Nie tędy droga, zmuszać ludzi do pisania niezrozumiałych i trudnych testów maturalnych z matematyki.
Problemem jest sama edukacja. Jeżeli matematyki uczy osoba, która nie umie jej nauczyć, nie potrafi zachęcić do tego przedmiotu, zainteresować, lub chociażby umiejętnie wytłumaczyć, to jak możemy wymagać zdawania egzaminów z tego przedmiotu?
Osobiście miałem bardzo złe doświadczenia z nauki matematyki, uczęszczałem do dawnego technikum kolejowego
w Poznaniu, uczyła tam matematyki w latach osiemdziesiątych para małżeńska. Moje doświadczenia szczególnie z nauczycielką przedmiotu były bardzo negatywne. Każdy kto uczęszczał w tamtych latach do tej szkoły w Poznaniu wie o kogo chodzi. Na mój bunt przeciw takim a nie innym metodom nauki, faworyzowania „kujonów”, nie zauważania problemu nie rozumienia omawianych zagadnień i tematów przez większość uczniów klasy do której uczęszczałem, odpowiedziała wrogością i ukazaniem typowego oblicza belfra w sensie jak najbardziej negatywnym. To belfer ma racje, on wie najlepiej, a fakt że 90 procent uczących się przedmiotu w klasie, nie ma pojęcia o czym on mówi, a do tego obawa aby w jego lekcjach uczestniczyć (stres spowodowany zachowaniami nauczyciela, przekładaniem jego ukochanego przedmiotu nad wszystko inne, blokował całkowicie chęć przyswojenia sobie wiedzy), powodowały problem najistotniejszy: niechęć do przedmiotu identyfikowaną pośrednio z nauczycielem tego przedmiotu.
W tym miejscu zaczyna się problem nauki matematyki. Dlaczego chodząc na korepetycje potrafiłem w miłej atmosferze rozwiązywać zadania. Korepetytor w osobie profesora z politechniki nie rozumiał problemu.
Nie pojmował ze po wyjściu od niego wszystkie czynności związane z rozwiązywaniem zadań kojarzyły się z osobą tamtej negatywnej postaci z mojej szkoły średniej. w Jakiś sposób następowała blokada i nie umiałem już podjąć wysiłku nauki matematyki. Przed oczami stała mi nauczycielka, jej wypowiedzi, niechęć do nas, faworyzowanie klasowych lizusów. A więc włączał się jeszcze imperatyw związany z oceną etyczną i moralną tej osoby jako WYCHOWAWCY. Ocena była dyskwalifikująca. Dodam, że nie tylko w moich oczach.
Z podstawówki przypominam sobie, że chemię zaliczyłem na piątkę tylko i wyłącznie dla osoby nauczyciela, który ten przedmiot wykładał. Był Otwarty na młodych ludzi, potrafił znaleźć do nich dojście. Pogodny, wesoły umiał poprzez swoje niekonwencjonalne metody, poprzez pokazanie „ludzkiej twarzy” zachęcić mnie do żmudnej i mozolnej pracy w postaci nauczenia się całego materiału na piątkę.
I to jest droga do nauki matematyki, wyszkolenie i wprowadzenie personelu nauczycieli, którzy będą potrafili znaleźć wspólny język z młodzieżą i przynajmniej do niektórych dotrzeć poprzez wizerunek swojej osoby jako przykład do naśladowania, osiągnąć zainteresowanie przedmiotem.
Narzucanie egzaminów nic nie da, jeżeli przygotowanie będzie zerowe. Matematyka to przedmiot do którego trzeba szczególnie zachęcić. Zmuszanie przyniesie odwrotne efekty. Inna sprawa, że dobrych nauczycieli tego przedmiotu jest bardzo mało.
Dlaczego ministerstwo edukacji nie zacznie od tej strony? Najłatwiej nakazać: „Teraz zdajecie matematykę bo potrzebujemy więcej inżynierów”. Tylko jak ci inżynierowie będą się spełniać w życiu zawodowym z takimi obciążeniami po swoich nauczycielach ze szkół średnich?

Piotrek