Z uwagi na remont macierzystej strzelnicy WKS Grunwald, sekcja strzelecka przeprowadziła zawody na Dworku Grunwaldzkim.
W zawodach wzięło udział prawie 100 strzelców sportowych łącznie w dwóch kategoriach: Pistolet Sportowy 20 strzałów i Pistolet Centralnego Zapłonu 20 strzałów.
Poniżej migawka foto z zawodów i wyniki.
Zmiany były (dziewięć pełnych zmian – 11 stanowisk) przeprowadzane zgodnie z ustalonym terminem czasowym. Sprawna i płynna praca sędziowska.
Zawody odbyły się bez żadnych zakłóceń.
TERROR OPERATION – w Poznaniu.
Z maila:
Witam
Chciałabym zachęcić do obejrzenia nagrodzonego filmu amerykańskiej produkcji pt TERROR OPERATION.
To thriller bazujący na wydarzeniach z 11 września 2001r i zburzeniu wież WORLD TRADE CENTER.
Producent filmu ART OLIVIER bazujac na pracach Komisji 9/11 wykorzystał w filmie dialogi pozyskane z oryginalnych zapisów śledztwa a bohaterowie thrillera wzorowani są na rzeczywistych postaciach ówczesnej władzy.
Producent filmowy i pisarz amerykański G.Edward Griffin
Prawa autorskie do reklamy filmu uzyskał Czytaj dalej TERROR OPERATION – w Poznaniu.
Bez Przesady: „Wchodzenie” bez mydła…? Apache zamiast Caracali…

(fot.: Piotr Szelągowski: pierwsza strona „Naszego Dziennika” z dnia 11 października)
Na podstawie tego tytułu w moim ulubionym czasopiśmie napisałem taką groteskę. Przeczytajcie i pośmiejcie się (dla równowagi; w końcu coraz bardziej ponuro dookoła nas):
Tak to widzę…:
Nie bierzemy niczego, ani z Francji (w ogóle z Europy), ani z USA – zdaje się, że ktoś zapomniał jak wyszliśmy na offsecie z F16?
Sugestia:
Dla odmiany proponuję Chiny w myśl niezłego zdania pewnego astronauty (rosyjskiego pochodzenia) z Armagedonu: „Amerykańskie komputery, rosyjskie komputery i tak made in China!”
Ciekawe ile w Apachu jest części „made in China”??
Zważywszy na to że i tak USA jest w kieszeni Chińczyków jeżeli chodzi o zadłużenie.
To po co kupować od dłużnika?
I proszę jest o wiele taniej.
Może też kupić chińskiego Apacha np o nazwie Siuks Czytaj dalej Bez Przesady: „Wchodzenie” bez mydła…? Apache zamiast Caracali…
Jak „zajumać” – firmę…. Lex Nostra.
Z maila:
Szanowni Państwo!
Na samym wstępie chciałbym przeprosić naszych czytelników za słowo w cudzysłowie użyte w tytule, ale slang złodziei jest najlepszy, by opisać sytuację, która spotkała p. Tomasza Reslera, który ponad 20 lat ciężko pracował, by stworzyć firmę, która stała się liderem na polskim rynku. Czytaj dalej Jak „zajumać” – firmę…. Lex Nostra.
Przed zawodami strzeleckimi – trening.
Trzy strzelania 4×5 strzałów Margolin.
Najlepsze było trzecie:

Dwa wcześniejsze: Czytaj dalej Przed zawodami strzeleckimi – trening.
Zmarł „Czterdziestolatek” – Andrzej Kopiczyński. Moje z nim spotkanie.
Miałem okazję poznać Pana Andrzeja w 2011 roku. Odbyliśmy miłą rozmowę w zaciszu zrekonstruowanego dworku szlacheckiego z Kresów Wschodnich.
Fragment w którym zapisałem słowa Pana Andrzeja i wykorzystałem je w moich wpisach na blogu.
„…A więc raz jeszcze, patrzmy na ludzi i ich działania, nie to skąd pochodzą. Dobrym człowiekiem może być Żyd, Ukrainiec, Rosjanin i Niemiec, złym może okazać się Polak. Jak w opowieści znanego aktora Pana Andrzeja Kopiczyńskiego, którą wysłuchałem z dużym wzruszeniem, mając okazję spotkać go w pałacyku pod Warszawą, (gdzie przepięknie swoim głębokim głosem czytał wiersze patriotyczne), w której mówił o tym, jak to trzech Niemców uratowało go od pewnej śmierci, a niemiecki lekarz decydując o transfuzji właśnie dla małego Andrzejka przed rannymi SS-manami z frontu (używając krwi dla nich zarezerwowanej), gdzie zaraz po tej transfuzji rozpoczęto ewakuację szpitala ? bezpośrednio przyczynił się do tego, że Pan Andrzej jest żywy wśród nas. Z kolei lekarka polska, która ściągała kilka tygodni później szwy z zagojonych ran małego Andrzejka, ograbiła za tą medyczną usługę jego rodziców prawie ze wszystkiego…
Dodam jeszcze taki „smaczek” (ponieważ rozmawiałem z Panem Andrzejem znacznie dłużej niż tylko ta krótka opowieść powyżej), kiedy to wyszedłem z dworku, i dosiadłem się do Pana Andrzeja na ławce, siedział akurat i palił papierosa. Zagaiłem rozmowę pytając się czy to zdrowo palić w tym wieku. Odpowiedział mi z uśmiechem że jak pytał się lekarza, to ten mu poradził raczej palić ponieważ w jego wieku przerwanie palenia by bardziej zaszkodziło. Dodał, że pali już od 5 roku życia – co mnie mocno zszokowało.
Zapytałem jakim cudem?
Wtedy właśnie usłyszałem opowieść o tym jak w jego domu stacjonowali Niemcy (niemiecki oficer) i całą tą opowieść powyżej, a także opowieść o stacjonującym oficerze Armii Czerwonej (pułkowniku chyba). Różnic między nimi było sporo.
I właśnie wtedy Pan Andrzej nauczył się palić sowiecką „machorkę” od synów owego oficera radzieckiego, którzy palili ją, kradnąc swojemu ojcu za zabudowaniami gospodarczymi. Jakoś tak się stało że dołączył do nich Pan Andrzej.
Akceptacja drugiego człowieka jako obcoplemieńca rodzi się często przy bardzo powszednich czynnościach, takich jak używanie papierosów czy wspólne picie na froncie (co pokazywane było w takich serialach jak „Czterech pancernych…”.
Sytuacja zmusza człowieka do czasami bardzo dziwnych działań i reakcji.
Wtedy zresztą nie było takiej świadomości szkodliwości tytoniu. Uznawano go jako rodzaj używki dodającej nawet męstwa. Wg słów Pana Andrzeja nie było niczym niezwykłym wtedy zaobserwowanie palących dzieci… szczególnie w tym czasie wojny.
Niemniej wiek pięciu lat mocno mnie zszokował.
Czeko się jednak nie robi dla świadomości (złudnej czasami) akceptacji szczególnie w młodym wieku… Też zetknąłem się z paleniem papierosów już w szkole podstawowej w czwartej lub piątej klasie. Była grupa dzieciaków którzy wymykali się poza teren szkoły na papierosa. Gdzieś te socjologiczne prawa akceptacji wzajemnej znajdują swoje potwierdzenie…
Jak wiele rozgrywa się na płaszczyźnie tej najbardziej podstawowej między nami – akceptacji poprzez wspólne działanie, robienie jakiś zakazanych czynności przez dorosłych. W przypadku dzieci.
Z kolei u dorosłych wspólne używanie alkoholu – mimo różnic narodowościowych, pokoleniowych innych – jakby zbliża – przynajmniej tak się wydaje tym którzy stosują się do tych praw….”
Niestety, poza rejestracją recytacji jego wierszy nie zrobiłem sobie wspólnej z nim fotografii, czego żałuję.
Linki do wpisów gdzie pojawiła się postać Pana Andrzeja:
Korzenie żydowskie w Polsce absurdy i prawdy
Lucyna Kulińska: wypowiedź o Ludobójstwie z 24 września; Muzeum Kresów.
Informacja o śmierci Pana Andrzeja: Andrzej Kopiczyński nie żyje. Kiedy pogrzeb Czterdziestolatka?
Seans „Wołyń”.
„Takie są efekty tego jak komuś myli się patriotyzm z nacjonalizmem”.
Usłyszałem pod kinem po seansie „Wołynia”…
(Przypominam definicje: Nacjonalizm a Patriotyzm. Definicje.
Co więcej…: Patriotyzm nie równa się nigdy ? nacjonalizm. )
Przychylam się ogólnie do twierdzeń powyższych. Chociaż odpowiedź na to, co stało się na Kresach, nie jest taka prosta.
Szukam jej od 11 lat. Między Polakami i Ukraińcami.
Krótko: w tamtym czasie krwi i zbrodni zadziałało długo budowane zło. Czytaj dalej Seans „Wołyń”.
„Ostatnia rodzina”, czyli karykatura Tomka Beksińskiego
Film Jana P. Matuszyńskiego opowiada o niezwykłej rodzinie Beksińskich. Zdzisław to ceniony malarz, Tomasz był kultowym dziennikarzem muzycznym i tłumaczem filmów. I właśnie jego fani, którzy tak bardzo czekali na ten film, wychodzą z kina najbardziej zawiedzeni.
Film opowiada o losach rodziny Beksińskich na przestrzeni 28 lat życia w Warszawie. Akcja rozpoczyna się w 1977 roku, gdy Tomek Beksiński wprowadza się do swojego mieszkania. Jego rodzice mieszkają niedaleko, na tym samym osiedlu, dzięki czemu mogą się często spotykać. Nadwrażliwa Tomka sprawia, że matka – Zofia, wciąż martwi się o syna. W tym czasie Zdzisław Beksiński całkowicie koncentruje się na sztuce. Po pierwszej nieudanej próbie samobójczej Tomka Zdzisław i Zofia podejmują walkę o syna, ale także o przywrócenie kontroli nad własnym życiem. Gdy Zdzisław podpisuje umowę z mieszkającym we Francji marszandem Piotrem Dmochowskim, a Tomek rozpoczyna pracę w Polskim Radiu, wydaje się, że kłopoty rodziny skończą się. Jednak seria dziwnych, naznaczonych fatum wydarzeń, dopiero nadejdzie?
Kot przekręcony…
Nie! – dla francuskich helikopterów…
Pisze o tym dziś „Głos Wielkopolski”:

Po naszej decyzji…
…Francja cała się trzęsie jakby to od naszej decyzji zależało ich finansowe i ekonomiczne „być albo nie być”.
Ale dość „dojenia” nas przez Europę, a dokładnie przez ich największych beneficjentów i faktycznych rządzących.
Zresztą nigdy, szczególnie za komuny jak to kupowaliśmy sporo technologii z Francji dzięki lewackim przełożeniom i układnemu towarzyszowi Gierkowi (który trzeba przyznać umiał oczarować zachód i wykorzystać go dla własnych celów – co zresztą jak dla mnie było chwalebne – przynajmniej coś zbudowaliśmy za te pieniądze).
Dlaczego ma to dalej pokutować?
Sugerowałbym rozbudowę naszego sektora zbrojeniowego. Przed wojną sporo eksportowaliśmy do Grecji chociażby i wielu innych państw na świecie.
Złotówka przed wojną miała swoją wymierną siłę.
Dlaczego by nie powrócić?
Mamy doskonałych młodych ludzi Czytaj dalej Nie! – dla francuskich helikopterów…




