Wczoraj podczas pewnego spotkania zwróciła mi uwagę osoba, której bratowa jest Ukrainką. Wiele razy wysyłała paczki na Ukrainę, nie dochodziły wszystkie. Co prawda tamte był wysyłane do Odessy, a więc na Ukrainę wschodnią, my wysyłamy w akcji pomocy dla księdza Yosiva na Wołyń, a więc na zachodnią. Może ta różnica uchroni je od „pożyczki” na ukraińskiej poczcie.
Niestety. Korupcja jest tam tak duża, że kradzież przesyłki nie należy do poważnych wykroczeń…
Dlatego garść informacji pomocniczych.
Jeżeli wysyłamy paczki z pomocą na Ukrainę to:
-zróbmy zdjęcia paczek przed wysyłką,
-oklejajmy jednym rodzajem, charakterystycznym (taśma) paczkę, tak aby trudno było zastąpić opakowanie innym,
-czekajmy na potwierdzenie z tamtej strony czy paczka dotarła (potrzebny kontakt chociażby mailowy, skyp, telefon inny… – do rodziny do której wysyłamy),
-weryfikujmy czy nie została otwarta (zdjęcia wcześniej wykonane),
-w przypadku nie otrzymania paczki możemy reklamować, to może (powtarzam: może) zdyscyplinować chociaż w minimalnym stopniu służby na Ukrainie.
Przypominam proponowany adres do wysyłki:Pomoc dla Polaków na Ukrainie ? paczka do 10 kg za darmo, do końca marca.
Paczki przed wysyłką, jednolita taśma, wszystkie krawędzie zabezpieczone.
Z portalu prawy.pl.
„Jeżeli prawdą są doniesienia dziennikarzy ?Wiadomości?, iż na biurka szefów MSZ Polski, Węgier i Rumunii trafiły ?oferty? rozbioru Ukrainy, Polska znalazła się trudnej sytuacji i to nie dlatego, że mamy do wyboru albo stanąć ramię w ramię z banderowskim sąsiadem, albo z nie mniej niebezpieczną Rosją, by później zostać przez nią oraz Niemcy wchłonięci, zapewne zaraz po podziale na regiony.”
Od lat słucham tekstów rewizjonistów o powrocie na nasze byłe ziemie.
Część z nich jest albo ślepa (kiedy tam byli) albo też nie mieli okazji tam być. Proszę wybaczyć, ale uważam, że to byłoby wbicie Polsce noża w plecy.
Po pierwsze: Wystarczy przeczytać porównanie śp. prof. Pawła Wieczorkiewicza o wcielaniu NRD do Niemiec. To działanie poważnie zachwiało gospodarką najbogatszego kraju w Europie. Proszę pamiętać, że NRD było daleko w przodzie jeżeli chodzi o osiągnięcia ekonomiczno-gospodarcze od pozostałych państw Bloku Warszawskiego. Jechało się tam jak na zachód. Tymczasem Wołyń i inne byłe polskie województwa nie mają nic wspólnego z zachodem. Tam są tylko gruzy nielicznych kościołów i polskich domów. Reszta jest piszczącą biedą.
Po drugie: Nienaruszalność granic europejskich jest gwarancją pokoju w Europie.
Dlatego też jestem całkowitym przeciwnikiem wracania gdziekolwiek kogokolwiek. Czytaj dalej Rozbiór Ukrainy? Marzenia rewizjonistów się sprawdzają?
CO to za dzień? Co mówi popularna Wiki na ten temat:
„Dzień Świętości Życia został ustanowiony w odpowiedzi na słowa Jana Pawła II z encykliki Evangelium Vitae (ogłoszonej 25 marca 1995): „proponuję (…) aby corocznie w każdym kraju obchodzono Dzień Życia (…) Trzeba, aby dzień ten był przygotowany i obchodzony przy czynnym udziale wszystkich członków Kościoła lokalnego. Jego podstawowym celem jest budzenie w sumieniach, w rodzinach, w Kościele i w społeczeństwie świeckim wrażliwości na sens i wartość ludzkiego życia w każdym momencie i każdej kondycji. należy zwłaszcza ukazywać, jak wielkim złem jest przerywanie ciąży i eutanazja, nie należy jednak pomijać innych momentów i aspektów życia, które trzeba każdorazowo starannie rozważyć w kontekście zmieniającej się sytuacji historycznej” (nr 85). Czytaj dalej Dziś; Dzień Świętości Życia. 25 marca.
Jest to pytanie retoryczne, nie twierdzę ze znam odpowiedź. Zadaję je po to aby można było się nad nim głębiej zastanowić.
Poniżej też materiał z YT.
Pamiętamy oczywiście, że komentarz jest rosyjski, ale to co widzimy nie jest dostępne w naszej telewizji. Możemy zobaczyć jak zachowują się „demokratyczne siły rewolucyjne”.
http://youtu.be/YvruMbMbjDQ
Dodatkowo, materiał z prawy.pl – garść prawdy o którą ciężko w prasie i mediach przeważających w tym kraju.
„W grupie aktywistów z kijowskiego Majdanu, która przyjechała do Polski, aby spotkać się z przedstawicielami NSZZ Solidarność znalazł się m.in. Ołeksandr Trietiakow, sotnik sotni nr 1. Sotnia ? wbrew tłumaczeniom niektórych dziennikarzy ? to nie jest tylko jednostka organizacyjna Samoobrony. Tak nazywały się jednostki organizacyjne OUN-UPA, (Flaga UPA, często widoczna na majdanie) Czytaj dalej Inne materiały ilustrujące wydarzenia na Ukrainie. Gdzie idą pieniądze od darczyńców?
Dzięki stałej komunikacji internetowej z dyrektorem Fundacji LEX Nostra otrzymuję materiały z bieżących działań Fundacji.
Oto jeden z najnowszych dotyczący biegłych sądowych.
Materiał w całości jest dostępny na podanej stronie Fundacji.
15-go listopada 2013 roku Sąd Okręgowy w Białymstoku przyznał biegłemu Arturowi P. wynagrodzenie za sporządzenie opinii oraz – dodatkowo – kwotę 1.819,10 złotych tytułem zwrotu poniesionych kosztów. Pozwany decyzję zaskarżył, a sąd skargę odrzucił w całości. Bo komfort biegłego jest najważniejszy
O kwestii samego wynagrodzenia dla biegłego mowy nie będzie. To określone – mniej lub bardziej precyzyjnie – stawki, co do których trudno mieć wątpliwości. Sąd podjął decyzję i choć może się nam ona nie podobać, to nie ma żadnego powodu, żeby ją podważać. Zwrot kosztów związanych ze sporządzeniem opinii to już jednak zupełnie inna sprawa. I o ile nikt nie kwestionuje prawa biegłego od odzyskania poniesionych wydatków, o tyle ich wysokość, a także sposób wyliczenia i – przede wszystkim – zasadność, budzą poważne kontrowersje.
Przebiegły biegły
Instytucja biegłego sądowego istnieje w polskim sądownictwie od dawna. Z założenia jest to „organ pomocniczy Sądu”, czyli osoba, która ze względu na swoją szeroką praktyczną i teoretyczną wiedzę w określonym zakresie nauki, rzemiosła czy techniki, może służyć profesjonalną i wiarygodną ekspertyzą w danym postępowaniu. Biegły nie wypowiada się na temat całości sprawy, lecz swoim autorytetem – czy raczej „know-how” – firmuje ocenę konkretnych wydarzeń lub hipotez. Może więc na przykład powiedzieć, że w zaistniałych okolicznościach pojazd nie mógł poruszać się z prędkością wskazaną przez oskarżonego albo że w praktyce budowlanej nigdy nie stosuje się połączenia danych rodzajów materiału – mimo, że jest ono dopuszczalne z punktu widzenia obowiązujących norm.
[…]
Praca biegłego nie jest charytatywna. Za wydanie opinii otrzymuje bowiem konkretne wynagrodzenie, którego wysokość określona jest zresztą stosownymi przepisami. Co istotne, wynagrodzeniem przeważnie obciążany jest ostatecznie klient sądu.
Rzecz w tym, że na całość wynagrodzenia biegłego sądowego składają się często dwa elementy: zapłata za sporządzenie opinii oraz zwrot poniesionych kosztów. Ten pierwszy z reguły jest bezdyskusyjny, ten drugi natomiast rodzi spore pole do nadużyć. Tym bardziej, że rozliczany jest – to cytat z uzasadnienia wydanego przez Wydział I Cywilny Sądu Apelacyjnego w Białymstoku – na podstawie „faktur lub rachunków, a w razie ich braku za pomocą oświadczenia”.
Tak oto biegły – w zasadzie każdy – choć nie może manipulować wysokością swojej płacy, to może na przykład „oświadczyć”, że koszt amortyzacji szklanej pipetki laboratoryjnej (cena rynkowa ok. 25 groszy w hurcie) wyniósł 12 złotych, że auto za 50 tysięcy po przejechaniu dystansu 300 kilometrów straciło na wartości 2 tysiące i że profesjonalnej opinii nie da się sporządzić, jeśli doba hotelowa będzie kosztować mniej niż 220 złotych. Jeśli te koszty przerzucone są na którąkolwiek ze stron w sprawie, to raczej trudno się dziwić, że budzą stanowczy opór. Ale białostockie sądy – Okręgowy i Apelacyjny – uważają, że wszystko jest w porządku.
Bezpieczni na drodze
W sprawie o której mowa, Sąd Okręgowy przyznał biegłemu zwrot kosztów w wysokości ponad 1800 złotych. Złożyły się na niego między innymi koszty przejazdu prywatnym autem ponad tysiąca kilometrów oraz noclegi w białostockim Hotelu Cristal.
Pozwany zakwestionował i jedno i drugie. Sąd oba zarzuty uznał za bezzasadne. W pierwszym przypadku okazało się, że przejazd płatną autostradą był konieczny dla bezpieczeństwa eksperta: „potrzeba sprawnego i bezpiecznego przemieszczania się winna być postrzegana w kategorii potrzeb standardowych, a nie wygórowanych”. Z argumentacją trudno się nie zgodzić, ale – jak słusznie podnosił skarżący – „mamy w kraju także inne drogi” oprócz płatnych autostrad.
[…]
Koszt „bezpieczeństwa drogowego” biegłego to zaledwie kilkanaście złotych i – choć „ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka” – przyjmijmy, że nie jest jeszcze rażący. Znacznie ciekawiej wygląda sprawa noclegu.
Sen to zdrowie
Złożona w Sądzie Apelacyjnym skarga dotyczy między innymi kosztów noclegu biegłego w Hotelu Cristal. Zróbmy zatem małe rozeznanie białostockiego rynku.
[…]
…W branżowym serwisie booking.com z kolei uzyskał ocenę na poziomie aż ośmiu i pół gwiazdki na dziesięć możliwych. Opinie gości w przeważającej większości są bardzo pozytywne.
Dla hotelu to wspaniale. Dla biegłego też – taki standard zwiastuje wygodę, spokój i doskonałe warunki do pracy. Tyle tylko, że kosztuje. Doba hotelowa w jednoosobowym pokoju typu „Standard” – minimum 220 złotych, komfort w wersji „LUX” to wydatek o co najmniej 40 złotych wyższy.
Tymczasem w promieniu 2 – 2,5 kilometra od ścisłego centrum można bez problemu zatrzymać się w kwaterach hotelowych, które oferują równie wysoki standard, za to za cenę niższą o mniej więcej 100 złotych!
[…]
Jak widać, dla chcącego nic trudnego. Nie jest tak, że w Białymstoku – mieście, jakby nie było, niemal trzystutysięcznym – brakuje hoteli i pensjonatów na poziomie. Miejsc noclegowych jest pod dostatkiem, a rozpiętość cen wystarczająco szeroka, by bez kłopotu znaleźć rozsądny kompromis pomiędzy jakością i kosztem.
W czym więc problem? Otóż nikt nie odmawia biegłemu sądowemu prawa do bezpieczeństwa i podstawowego komfortu. Wydaje się jednak, że powinien brać pod uwagę nieco więcej „okoliczności towarzyszących” od zwykłego turysty.
Po pierwsze – jeśli ponoszone przez niego koszty pokrywa Skarb Państwa, to należałoby przyjąć, że płacimy za nie my wszyscy, z naszych podatków. Warto to uszanować.
Po drugie – jeśli koszty ponieść muszą strony (lub jedna ze stron) w sprawie, to wypada wziąć pod uwagę fakt, że prawo nie zobowiązuje nikogo do fundowania wygodnych wakacji biegłemu sądowemu, który i tak za swoją opinię otrzyma wynagrodzenie. Biegłym nie zostaje się z powołania – jest to zajęcie, które wykonuje się z własnej, nieprzymuszonej woli, o ile tylko Prezes Sądu zatwierdzi stosowne zgłoszenie i umieści biegłego na liście.
Wreszcie – nikt nie jest w stanie sprawdzić, co biegły robił „po godzinach” i ile czasu rzeczywiście potrzebował na przeprowadzenie „wizji lokalnej” i sporządzenie ekspertyzy.
W przedmiotowej sprawie skarżący przedstawił wydruki ze strony internetowej pokazujące, że w okolicy Białegostoku można przenocować nawet za 50 złotych. Sąd stwierdził: „nie można wymagać od biegłego, by szukał noclegu poza miastem”. O ile z tym uzasadnieniem można się zgodzić, o tyle trudno zgodzić się z uznaniem skargi za bezzasadną. W samym Białymstoku – ba, niemal w samym jego centrum – również można nocować za o wiele niższe kwoty, niż w tym wypadku. I to przy zachowaniu tego samego standardu.
Z racji charakteru pełnionej przezeń funkcji, biegły sądowy powinien być prawnie zobowiązany (bo – tak przynajmniej nam się wydaje – etycznie już jest) do tego, by w miarę możliwości minimalizować ponoszone przez siebie koszty. A nocleg w prestiżowym hotelu bez wątpienia do takich należy.
Ciekawe, czy białostocki Sąd Apelacyjny równie skwapliwie i bezkrytycznie uznałby za celowe podobne wydatki, gdyby to on – nie pozwany i nie Skarb Państwa – musiał ze swego budżetu płacić te rachunki? A konkretniej: rachunek za kryształowy sen biegłego?
Jako kontr-materiał (podesłane mi na FB przez Pawła Kukiza) z zabawnym komentarzem który podzielam:
(polscy narodowcy to przedszkole)
http://youtu.be/JfNuRfaqc70
Jak widać u nas reakcja prawidłowa. Znam historię gestu narodowców chodzi o pozdrowienie z okresu cesarstwa rzymskiego które naśladował Hitler, tak jak i nasze polskie przedwojenne ugrupowania narodowe (niektóre). Jednak, czy po tym, co stało się podczas IIWŚ można próbować wykonywać ten gest i liczyć na to, że nie zostanie skojarzony z gestem niemieckich zdobywców świata, z podwójną błyskawicą i znakiem hakenkreuz?
Nie da się.
Dlatego nie powinien istnieć w przestrzeni publicznej. Nigdzie. Na Ukrainie niestety istnieje nie tylko ten gest…
I tam się z nim nie walczy.
Fragmenty materiałów dokumentujących nacjonalizm na Ukrainie i wzrost nacjonalizmu w Europie:
„…Jesteśmy również świadkami, jak Parlament Europejski brata się z nowymi władzami Ukrainy, w skład których wchodzą przedstawiciele dwóch silnych ultra-prawicowych ruchów, Swobody i Prawego Sektora, bez precyzyjnego określenia i pełnego zrozumienia [roli] tych sił.
W związku z tym prasa niemiecka i amerykańska (Der Speigel, Die Zeit, The Washington Post) pisze coraz więcej na ten temat, ponieważ jest zaniepokojona i zmartwiona takim dyskryminacyjnym podejściem, i wzywa swoje rządy „do działania, zanim będzie za późno”.
Przeciwstawienie się ideologii opartej na nienawiści nie jest tylko i wyłącznie obowiązkiem władz; jest również naturalną reakcją tych, dla których – jak zostało to sformułowane przez wielkiego pisarza, zaangażowanego anty-komunistę i zawziętego anty-nazistę Władymira Nabokowa – „sumienie” i „świadomość” to słowa tego samego pochodzenia.
[…]
Policja i sztaby służb wywiadowczych Unii Europejskiej są również bardzo zatroskane poważnymi zdobyczami [popularności] ultra-prawicowych partii w całej Europie; ich obiektywne dane po prostu nie pozwalają im nawet na odrobinę optymizmu w związku z oczywistą zmianą systemu wartości w społeczeństwie pan-europejskim i bardzo prawdopodobnym ześlizgiwaniu się Europy w kierunku niebezpiecznej ścieżki destabilizacji – symbolizowanej przez nienawiść i przemoc…”
Jest też dostępny film na YT ukazujący postać lidera: ?demokratycznej Ukrainy? Aleksandra Muzyczko (widać na filmie dwie prostytutki kopiące go w twarz). Czy to są te ślady, którymi potem epatował jako efektami jego walki o wolną Ukrainę?
Inna sprawa, że jest to człowiek nieprzystający do politycznych wzorców europejskich, co widać na zdjęciach z filmu na YT (uzbrojony na spotkaniu politycznym, stosujący przemoc wobec urzędnika państwowego):
Max Kolonko o Krymie i Ukrainie:
http://youtu.be/GEXJTb3SiP0
„Ukraina. Polacy pozostawieni sami sobie”
Fragmenty z materiału, który publikowany na stronie suwalki.24 ozdobiony jest bardzo wymownym zdjęciem:
„Polacy są na Ukrainie znaczącą mniejszością narodową. Według danych ze spisu narodowego jest ich 144 tys., a nieoficjalnie – ponad 1 mln. Jednak tylko ok. 12 proc. ukraińskich Polaków włada swobodnie językiem polskim. Dowiedzieli się ostatnio o tym polscy senatorowie i posłowie, którzy zainteresowali się sytuacją Polaków na Ukrainie. I od razu uspokoili się, bo wiceszefowa MSZ, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, stwierdziła, że:
?(..) nie mamy żadnych sygnałów o szczególnym zagrożeniu obywateli Ukrainy pochodzenia polskiego ze względu na ich narodowość, nie mamy sygnałów o wzroście nastrojów antypolskich lub o gorszym niż poprzednio traktowania Polaków zamieszkujących Ukrainę ze strony władz państwowych, regionalnych czy innych obywateli” ? powiedziała. Dodała, że niebezpiecznym momentem było przyjęcie na Ukrainie w 2012 roku ustaw językowych bezużytecznym dla innych mniejszości. Przepisy te mogłyby doprowadzić do spadku pomocy miejscowym Polakom i współpracy z polską mniejszością.
Ustawa, z której korzystało po kilkaset tysięcy Rumunów, Bułgarów, Węgrów, Greków (jest ich na południu Ukrainy ok. 200 tys.) Mołdawian, a nie tylko – jak się powszechnie uważa – przez Rosjan, jest dla polskich władz nic nieznacząca.
Pełczyńska-Nałęcz przyznała jednak, że cały czas aktualne są problemy i wynikające z nich postulaty mniejszości polskiej skierowane do władz w Kijowie, a dotyczące m.in. szkolnictwa polskiego, dostępności podręczników, finansowania działalności kulturalnej, ochrony miejsc pamięci narodowej, zwrotu budynków sakralnych….”
Źródło cytatu i całość: Polacy pozostawieni samym sobie
Więcej można znaleźć na wielu stronach internetowych (stosując przeróżne wyszukiwania), nie należących niestety to przodujących agencji informacyjnych w naszym kraju. I to jest bardzo niepokojące.
„Papież Franciszek do przedstawicieli mediów: – Dla mnie największe grzechy mediów to te, które idą drogą kłamstwa, i jest ich trzy: dezinformacja, pomówienie i zniesławienie. Te dwa ostatnie są ciężkie, ale nie aż tak niebezpieczne, jak pierwszy.
Otóż pomówienie jest grzechem śmiertelnym, ale można je wyjaśnić i rozpoznać, że chodzi o pomówienie. Zniesławienie jest grzechem śmiertelnym, ale można dojść do tego, że się powie: to niesprawiedliwość, bo wprawdzie zniesławiona osoba jakiejś winy się dopuściła, ale potem tego żałowała, zmieniła życie.
Ale dezinformacja to mówienie tylko niektórych rzeczy, tych, które są mi wygodniejsze, a zatajenie reszty. W ten sposób ten, kto ogląda telewizję czy słucha radia, nie może wydać właściwego osądu, bo nie ma do tego elementów i nie otrzymuje ich.
Od tych trzech grzechów, proszę was, trzymajcie się z daleka. Od dezinformacji, pomawiania i zniesławiania?
Dlatego też, aby osłabić działanie tych, którzy nie mówią całej prawdy, na bezprzesady.com będą pojawiać się informacje, których nie zobaczycie w innych miejscach, celem jest zrównoważenie faktu nie występowania ich w innych mediach, czy stronach web.
Bez Przesady! – nie można nie oprzeć się dezinformacji. Jak wielokrotnie pisałem; nie istnieje dla mnie obiektywny ogląd wydarzeń. Każdy ulega subiektywnym wrażeniom wynikającym chociażby z wychowania, swojej drogi życia, podejścia do różnych spraw – które jest jego indywidualnym podejściem konglomeratem doświadczeń życiowych. Nie oznacza to, że musi rozmijać się z prawdą. Będzie jednak dążył do swoistych interpretacji rzeczywistości.
Jeżeli nie będzie omijał niewygodnych dla siebie prawd, a tylko komentował je używając: „moim zdaniem”, jest to dla mnie przykład bycia w zgodzie z samym sobą i jednocześnie próby prawdziwego wskazania na to co postrzega wokół siebie.
Tymczasem ostatnio słyszałem na spotkaniu z pewnym dziennikarzem śledczym, że sądy nie zwracają uwagi na wartość zero-jedynkową przekazu w sensie; fałsz-prawda: lecz kierują się rzetelnością wykonanej pracy dziennikarskiej, warsztatem dziennikarskim. Nie poddają analizie zawartości przekazu.
Kuriozum?
W ten sposób mamy do czynienia z odejściem od rzeczywistej roli przekazu medialnego (jakichkolwiek mediów), informacji o rzeczywistości wokół nas, o faktach które mają miejsce. Na bazie tego przekazu mamy wyrobić sobie swoiste osobnicze zdanie co do wydarzeń rozgrywających się wokoło.
Przy niepewności wadliwie działających przekazów jak to u góry stwierdzono:”…dezinformacja to mówienie tylko niektórych rzeczy, tych, które są mi wygodniejsze, a zatajenie reszty….”
Przekazy medialne tracą na znaczeniu.
Obserwuję to już od lat. Dlatego też świadomie pozbyłem się dostępu do mediów TV, aby nie miały na mnie wpływu.
Zdanie na temat sytuacji które analizuję, staram się wyrabiać, analizując dostępne zróżnicowane źródła internetowe. W przypadkach kiedy mogę mieć informacje „z pierwszej ręki”, takim źródłom daję pierwszeństwo.
Zdaje sobie sprawę, że nie wszyscy mają takie możliwości. Dlatego staram się tymi relacjami dzielić.
Wiem, że zakres informacji jaki jest mi dostępny, jest tylko jakimś wycinkiem. Niemniej niedostępnym większości naszego społeczeństwa. Dlaczego?
Nie pokuszę się o jednoznaczną próbę odpowiedzi na to pytanie.
Każdy z nas powinien jej szukać. W oparciu o wszystkie dostępne źródła.
A wiec starajmy się być rzetelni w tym co mówimy, co piszemy. Nie omijajmy niewygodnych dla nas wątków, i nie dajmy się sterować innym, nie przyjmujmy też poleceń, które mają wpływać i budować przekaz medialny.
Bądźmy uczciwi. Starajmy się przynajmniej.
„W dniach 6-8 grudnia 2013 r. w Hebdowie pod Krakowem odbyła się konferencja pt. „Katolicka Nauka Społeczna jako odpowiedź na wyzwania stojące przed Polską i Polakami” . Konferencja zorganizowana przez Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy i Katedrę Katolickiej Nauki Społecznej Papieskiego Uniwersytetu Jana Pawła II w Krakowie zgromadziła osoby duchowne, ludzi nauki, dziennikarzy i działaczy społecznych.