Ulotka wyborcza i garść informacji

Znalazłem ulotkę pod drzwiami, uważnie przeczytałem. Obejrzałem. Porozmawiałem na jej temat. I postanowiłem podzielić się z internautami jej wizerunkiem. Nie będę jej komentował bezpośrednio. Powiem inaczej: rozmawiałem z wojskowym, rozmawiałem z inżynierem gazownictwa. Zżymali się. Dużo mówili i nie nazywali tego lapsusami. Do tego widziałem trójwymiarową kartkę. Zwycięzcy PO. Machasz kartką i widzisz potwory: znanego księdza i lidera przeciwnej partii- wykrzywione twarze, dzikie i szalone. Nie wiem kto wyprodukował tą trójwymiarową kartkę, niemniej przypomina się mi inna medialna NEGATYWNA kampania polityczna sprzed dwóch lat, czarne plakaty ze słowami bardzo wymownymi w swoim znaczeniu i określające pewną merytorykę pewnego ugrupowania. Znikły dość szybko, chyba medialni spece zrozumieli swój błąd, – taka kartka trójwymiarowa, to inna sprawa, marketing szeptany, a jednocześnie partyzancki…
Kto to wyprodukował, nie wiem… Niestety, nie udało się mi zrobić zdjęcia tej kartce, nie miałem aparatu przy sobie. Duża szkoda.
Zestawienie tej rzekłbym skromnej w wymowie ulotki, która jest pokazana poniżej, i merytorycznych treści w niej zawartych jest zastanawiające.
Abstrahuję tutaj od sympatii politycznych, próbuję raczej analizować to co pamiętam, wykorzystać umysł i wiedzę do znalezienia wyjaśnienia. Czy aż tak bardzo zaostrza się dyskurs polityczny? Musi pojawiać się tak nieczysta gra? Ciągle w radiu słyszę z jednej strony o wojnie polsko-polskiej. Termin zaistniał ponieważ został ukuty i powtórzony tyle razy, aby pojawić się w świadomości medialnej, społecznej z odpowiednim wydźwiękiem. I teraz jest wykorzystywany. Przykład marketingu.

I jeszcze jedna rzecz która utkwiła mi w pamięci.
Przed pierwszą turą pan z Matką Boską w klapie wyzywał pewnego księdza, który stworzył imperium medialne, od Szatana. Wzywał do działań prokuratury wobec niego. Z drugiej strony potwierdzał, że w sprawach religii owe imperium w 98 procentach jest ok. Same sprzeczności. Jak może ktoś być Szatanem i zachęcać do kultywowania wiary w Boga. I to w 98 procentach czynić to skutecznie i sprawnie, według tego głosu krytyki.
Szatanem ponoć jest li tylko w sprawach wypowiedzi politycznych, na łamach tego medium katolickiego. Nie ma to związku z moralnością tego medium? Jeżeli ktoś jest moralizatorem jakiejkolwiek opcji wiary czy polityki, wiadomo że będzie do niej nawiązywał w różnych wypowiedziach z różnych okazji i odwrotnie przy okazji poruszania innych tematów w danym medium. Przy okazji omawiania sytuacji politycznej również oprze się na moralności, wartościach etycznych przekazu owej stacji.
Krytyka Pana z Matką Boską w klapie, jest pozbawiona logiki. Jak sądzę. Może jednakowoż się mylę i zagubiłem się w swoich skromnych rozważaniach.

Poniżej przedstawiam ulotkę.

Marshall McLuhan równy chłop był – Globalizacja


W dobie Globalizacji i używania (częstego) pojęcia „Globalna wioska” należy wspomnieć o Panu M.M. Twórcy tego pojęcia. Nie dożył niestety epoki internetu, co na pewno zainspirowałoby go do dalszego rozwijania praw obrazujących postęp w integracji myśli społeczeństw, poprzez komunikację wszechglobalną jednostek.
Szczęśliwie wymykającą się jakimkolwiek próbom kontroli czy też nadzoru. Czy na pewno? Nie wątpię że sen z powiek władzom spędza właśnie taka wizja. Brak kontroli swobodnego przepływu nie tyle informacji co wręcz formowanych myśli użytkowników, wymiany poglądów, dyskusji, czy też indywidualnego przekazywania swojego zdania. Po cóż są moderatorzy? Jak myślicie? Oczywiście widać to po Onecie. Ilu z was dziwiło się ze swoje anarchistyczne cokolwiek poglądy ujawnione w komentarzach nie pojawiają się? Lub też poglądy nie do końca zbieżne z wizją tego skądinąd liberalnego, środkowego, „obiektywnego” organu. No to wiecie po co jest moderator. Aby pilnował „idei”, „obiektywizmu” danego medium internetowego.
Wpasowując się w wizję globalnej wioski na przykładzie internetu. Cóż więcej pragnąć? Sięgamy wszędzie, wydłużamy nie tylko swoje cielesne oddziaływanie poprzez technikę, mechanikę, ale wysyłamy swoją myśl, swoje odwzorowanie (prawdziwe lub fałszywe) „Ja”. Ile z tym wiąże się przygód, domysłów, gry słów, interpretacji… Jak wpływa to na nasz stan umysłu? Nasz drogi Mistrz twierdził, że otoczenie techniczne ma decydujący wpływ na sam charakter ludzi. I cóż znajdujemy w Internecie? Dokładnie to. Siadając przed monitorem stajemy się kimś innym, wcielamy się, w swoje drugie „Ja” internetowe. Czujecie to? mamy większe możliwości, nie widać naszego garbu, to do tych którzy mają myśl lotną a ciało „hadkie”. Możemy pokazać nasze piękne ciała w pięknym otoczeniu wrzucając niezliczone ilości zdjęć, – to do innej grupy. Możemy wreszcie pobyć trochę innymi, wcielić się w herosów, słowa, czynu, humoru, wojny, pokoju, lub czegokolwiek innego, oddać się ulubionej zabawie, grze, zatopić w nieskończoności połączeń, oczekiwać na maile, potwierdzać swoją tożsamość ważność, lub na odwrót. Umierać na oczach świata, pozwalając na specyficzny ekshibicjonizm. Wręcz epatować nagością swoją i partnerów, w celach różnych, i zarobkowych i zaspokajających swoje pragnienia, a czy jest to czy normalne wg. ogólnie przyjętych norm – jest inną kwestią.
I cóż kto nie zgodzi się z tym stwierdzeniem, ze Internet niewątpliwe otoczenie z technicyzowane nie ma na nas wpływu? I to być może o wiele bardziej dalekosiężnego niż może nam się wydawać i niż tego pragniemy.
„Medium to Przekaz” – a więc wpływ charakteru, (rodzaju) środka przekazu na przenoszoną treść poprzez ten środek. A DODATKOWO (co podkreślam- głęboko doceniając fakt tego podkreślenia):wpływ owego medium (od strony technicznej, formalnej) na sposób percepcji treści przekazywanej przez medium na odbiorców odbierających przekaz. ROZUMIECIE? Medium kreuje i charakter i rodzaj informacji poprzez swoje cechy. Może wpływać na nią bardziej lub mniej. Fakt możliwości dwustronnej interakcji w opcji komentarzy przy serwisach uwiarygadnia przekazywaną informację. Inna sprawa że moderatorzy czuwają… ale kto ich zauważa? przecież oni na pewno (!) czuwają nad „grzecznością” formy językowej… I cóż. Dochodzimy do rozważań problemowych. Internet jest medium gorącym czy zimnym? Pozwala z jednej strony na dwustronność wypowiedzi z drugiej potrafi doskonale ją kontrolować używając ram i norm akceptowalnych dla kontrolowanych. Do tego stopnia, że nie zdają sobie sprawy nie tyle z kontroli ile z jej głębi.
Masz współuczestnictwo, a jak, ale za określoną cenę. Angażuje zmysły internet w sposób całkowity? Angażuje… A siła przekazu, emocje, wrażenia, frustracja… Potężne. Z drugiej strony można swobodnie prowadzić dysputy, za pomocą wideo połączeń, telefonii internetowej, czatów…- idealne cechy mediów zaliczanych do zimnych. Wykluczenie czy zaangażowanie? Czy jest to przedłużenie funkcji jakiegoś zmysłu w kierunku określenia, dopełnienia? Czy mamy do czynienia z wyposażeniem informacji w jak największą ilość danych? Najpełniejszą? Czasami wydanie się nam że dane nas zalewają, potoki informacji są olbrzymie, czasami mamy świadomość, pewnego braku, niedomówienia, niedoinformowania. Czy oznacza to ze wiadomości są preparowane? Ustawiane, tworzone pod odbiorcę?
Czy te pytania zostawię bez odpowiedzi?

Kolega M. nie był miłośnikiem globalizacji, stwierdzał fakt, że tak się dzieje i stanie się jeszcze bardziej. Mówiła mu o tym informacja docierająca zewsząd tworzące się rodzaje mediów, rodzaje komunikatów wysyłanych przez media. Np reklama – specyficzny rodzaj komunikatu mający zadanie tylko jedno:doprowadzenie do jak największej sprzedaży, sukcesu marketingowego reklamowanego produktu. Komunikacja typowo jednostronna. Mająca jednak przynieść określony efekt w odbiorze. Reakcję. Następuje też przy okazji ciągła modyfikacja wiedzy na temat potencjalnego odbiorcy reklamy, która to reklama przecież (można by dostrzec powiązanie) jest pewnego rodzaju aforyzmem na temat produktu. Zmienia się wizja odbiorcy, zmiennych jest wiele; uwarunkowania kulturowe, gospodarcze, czasowe.
Niestandardowe sposoby reklamy moim zdaniem wskazują na komunikatywność tej formy, wieloczłonowość (w kontekście wykorzystania różnych środków do osiągnięcia celu), dynamikę rozwoju. Także wskazują na fakt, że reklama w jakiś sposób się przejadła, ta standardowa, stała się „oklepana”. Szukanie nowych dróg to formy zmiany (Wzoru, tempa, skali; – znów kolega M.) Najbardziej przypada mi do gustu Marketing (reklama) szeptany przekaz z ust do ust, „plotka” zwiększająca „mit” towaru. Czy nie ma czegoś z magii w tym sposobie? Sprzedaż produktu urasta do sztuki oratorskiej. Przerost formy nad treścią? Oj mógłbym coś na ten temat powiedzieć….(Super Kable do Zestawów Głośnikowych to Bujda )
Takie to moje rozważania (krótkie – z braku czasu) na temat reklamy.

Wracając jednak do globalizacji. Rozwój komunikacji, środków transportu, przenoszenia informacji, spowodował że niektórzy zapragnęli scalenia WSZYSTKIEGO, przemysłu, społeczeństw, kultury, umysłowości w imię ułatwienia sobie egzystencji – kierowania masami. Moja teoria przyznaję. Ale czy nie ma w niej jakiejś odrobiny prawdy? Media spełniają wspaniale tę rolę, kłamstwo tysiąc razy powtarzane staje się prawdą, przemilczana prawda tysiąc razy przestaje funkcjonować jako prawda…
Pomyślcie, analizujcie, bądźcie krytyczni…

Oralizm wraca. Czyżbyśmy mieli do czynienia z powrotem form pierwotnych? Czy rodzaj takiego komunikowania nie cofa nas do stanu społeczeństw pierwotnych? Czy wymiana informacji przez internet nie jest takim oralizmem? Powrotem do kultury pierwotnej na poziomie jednostkowym? Internet to dziwne narzędzie, stwarza problemy interpretacyjne, posiada zbyt wiele cech różnych przeciwstawnych sobie narzędzi, może być widziany wielopłaszczyznowo, służyć, wielu Panom. Oralizm specyficzny. Opowiadamy sobie historie, powstają ich miliony, funkcjonują na różnych płaszczyznach, istnieje słowo jako nośnik, jednak wartość emocjonalna nierzadko rysuje się w zakresie bardzo pierwotnym, atawistycznym nawet. służy, komunikacji na podrzędnym poziomie, osobniczej indywidualnej, jednocześnie obok funkcjonują grupy medialne, korporacja, narzucające swój obraz, możemy być zagubieni niemniej nie musimy się tak czuć. Sprzeczność? Może siła oddziaływania. Można ją pokonać? Od nas to zależy. Nasza świadomość będzie kształtować odbiór i wpływ.
To rozwinięcie nawiązania Mc Luhana do filozofii Karla Poppera. Jego krytyki jeżeli chodzi o nie branie przez Poppera działania TECHNICZNIE poszerzonych zmysłów na społeczeństwa. Kolega M. ukuł pojęcie „społeczeństwa Ucha” dodałbym też i ” „społeczeństwa Oka” i to szeroko pojętego. Na tym oparł swoje wnioski powrotu do cech społeczeństw plemiennych. Jest pewna wspólnotowość, rzekłbym, w oglądaniu osobniczym, indywidualnym Telewizji, i wiedzy, że w danej chwili ogląda Telewizję X milionów ludzi.
Tak to jakoś odbieram.
„Społeczeństwo Klawisza” – nie wiem czy ktoś to już wymyślił przede mną, jeżeli nie, niniejszym wprowadzam ów termin: dla określenia wspólnotowości setek milionów ludzi siedzących przed ekranami w tej chwili i walących w klawisze podobnie jak i ja.

Jest jeszcze wiele ciekawych myśli Pana M… do których chciałbym wrócić o ile tylko znajdę na to chwilę.
Zachęcam Was do podobnych wyznań.

Piotrek

Co by nam Marshall powiedział TERAZ gdyby żył?

Dlaczego jeździmy na światłach? Zużywamy akumulatory i…

Zadaję sobie to pytanie od dawna. Często bywam w Niemczech tam nikt na światłach nie jeździ.
Nawet spytałem się kolegi Niemca z Berlina – wspomniałem o bezpieczeństwie ( mają tam o wiele większy ruch i o wiele szybciej jeżdżą, a co najważniejsze mają o niebo lepsze drogi) odpowiedział że nie jeżdżą na światłach z przyczyn EKOLOGICZNYCH.
Nic już nie zrozumiałem – my jeździmy na światłach ze względu na bezpieczeństwo (ostatnie badania socjologiczne tego nie potwierdziły, nie było wcale mniej wypadków w ostatnich latach), o ekologię walczymy jak lwy jak wiecie…, Dolina Rozpudy, nie spuszczenie na czas zbiornika w Jeziorsku po stanowiska lęgowe…, itp…
A tu taki lapsus…
Za to ostatnio policzyłem sobie z kolegą że: jeżeli tylko o 1 tysięczną więcej nasz pojazd zużywa na 100 km przez jazdę na światłach to z 5 mln samochodów przykładowo, które to przejadą, powiedzmy 100 km w ciągu dnia, robi się całkiem okrągła sumka.
(0,001 razy 4,5zł = 0,0045zł razy 5 000 000 = 22 500zł)
Dodatkowo zużywamy szybciej, akumulatory – kosztowne i trudne do utylizacji ekologicznej, musimy je częściej wymieniać, przemysł akumulatorowy zaciera ręce,..
I oczywiście żarówki też musimy częściej wymieniać…
I co zrobimy z tym faktem?
Piszcie co Wy na to…

Pozdrawiam wszystkich kierowców w tych upałach.
Piotrek

Obcy Element – Prywatne śledztwo Oficera KGB w Sprawie Katynia

W dniu 23 czerwca br o godz. 18.30 w CK „Zamek” w Poznaniu miało miejsce spotkanie autorskie z autorem i wydawcą książki „Obcy Element”. Oleg Zakirow opowiada dzięki wydawnictwu REBIS na kartach swojej książki o tym jak rozpoczął swoje prywatne śledztwo w sprawie pomordowanych w Katyniu.
Czytaj dalej Obcy Element – Prywatne śledztwo Oficera KGB w Sprawie Katynia

Jeżeli to prawda… Tusk Oberwał za powódź

Cytat za salonem24, wyjątkowo nie będę tego komentował…
(dodam tylko do siebie, że od dawna media dla mnie są NIEWIARYGODNE…i to nie jest jedyny przykład jak sądzę, manipulowanie opinią społeczną idzie liberałom doskonale- brak informacji to najważniejsza informacja, coś co nie istnieje w świadomości publicznej nie miało miejsca w rzeczywistości dla świadomości odbiorców publicznych…)

Premier Tusk w Sandomierzu – jak kłamią media, jak kłamie władza

Jak donoszą moi znajomi z Sandomierza, kilka dni temu miało tam miejsce wydarzenie, o którym milczą wszystkie media. Zastanawialiście się może, co się premierowi Tuskowi stało w usta, korale? Zaciął się przy goleniu? Zagryzł wargę mocując się z powodzią i mu tak zostało? Dostał od żony?

Nie, moi państwo. Otóż pan premier ze swoją świtą postanowił się lansować na terenach powodziowych i fotografować, żeby ładnie wypaść w gazetach. Nie przewidział jednego – że wytrzymałość nerwowa powodzian ma swoje granice. Na widok pozowania do sesji fotograficznej ludzie rzucili się na ochroniarzy i zaczęli ich po prostu lać. Jeden facet przedarł się do samego Tuska go trzasnął w zęby. O dziwo, ochrona nie strzelała ani nic, a i Tusk dyskretnie milczy o takim casus pascudeus. Wraz ze świtą zmykał chyłkiem, ścigany gniewnymi okrzykami ludzi, których powódź doprowadziła do rozpaczy, a arogancja władz – do wściekłości. „Już my was wybierzemy!”, „My wam damy wybory!”

Nie można się dziwić postawie mieszkańców zalanych terenów. Ci, co tam byli – nie na brzegu, ale na środku tego olbrzymiego, nowego akwenu, który rozciąga się na przestrzeni 15 kilometrów, od Sandomierza do Tarnobrzega. Wojna nie zdołałaby spowodować większych strat, chyba atomowa. Tysiące domów, które już nigdy nie będą zdatne do użytku, nawet gdyby ich właściciele mieli pieniądze na remont. Tysiące budynków gospodarczych, sklepów, zakładów, szkół, placówek służby zdrowia, urzędów, kościołów – wszystko zniszczone doszczętnie. Do wymiany będzie w nich wszystko, prócz murów, stropów i dachów. Każdy, kto budował dom, wie, że największe koszty ponosi się na etapie kładzenia instalacji i wykończeń. A co z miejscami pracy? Ci ludzie zostali bez środków do życia, bez domów, bez perspektyw, bez szans na poprawę losu. Nawet jeśli państwo im pomoże, to na pewno nie w takim zakresie, by pokryć choćby trzecią część strat. Nie będzie pracy, nie będzie szkół, przychodni, nawet cmentarzy nie będzie. Wyobraźcie sobie, gdzie pochować zmarłych członków rodziny, skoro wszystko na kilkanaście kilometrów wokół jest pod wodą? Jak odwiedzić rodzinę w szpitalu? Jak zapewnić byt dzieciom?

Ci, którzy prowadzą akcję ratunkową dziwią się, że nie wybuchła jeszcze epidemia – ale do przedwczoraj było chłodno. Teraz mamy tropikalne upały. Tysiące zwierząt rozkładając się, zatruwają wodę i ziemię, budynki i te sprzęty i instalacje, które ocalały. Gniją rośliny, żywność. Po wodzie pływają sprzęty wyniesione przez wodę z budynków. Do tej wody nie można zanurzyć ręki, by bie narazić się na ciężkie zakażenie, zachłyśnięcie się nią to, dosłownie, stan zagrożenia życia.

Media kłamią, nie pokazując grozy sytuacji. Kłamią ręka w rękę z władzą, której wydaje się, że ma szanse ponownie oszukać ludzi. Telewizja nie pokazuje tych dantejskich scen, jak nie pokazała premiera przyjmującego na zęby poparcie „wdzięcznej” ludności.

Źródło: http://nazimno.salon24.pl/192688,premier-tusk-w-sandomierzu-jak-klamia-media-jak-klamie-wladza

Po prostu dziury w asfalcie… Jak jeździć?

Zdjęcia jakie tutaj zamieszczę po prostu pokazują dziury. Co ciekawe na krótkim odcinku Palacza.
Jest to może jakieś 200 m. Jestem pełen podziwu dla służb że nic z tym nie robią. Inna sprawa, że wiele ulic wygląda jak ser szwajcarski…

Czyżbyśmy równali do jakiś wschodnich standardów? Na Ukrainie większość dróg tak wygląda.
Nie mówię już o tym, że uszkodzeń przez to w samochodach bez liku- zawieszenia sypią się aż miło…
Indolencja służb wydaje się całkowita…
Czy w tym kraju nic się już nie zmieni???
Na lepsze?

duch997

Choreoterapia z Cudnym TOwarzystwem

Taniec jak mawia moja znajoma jest żywiołem. Przenosi uczucia i niewypowiedziane słowa w gesty ciała. Uwalnia i wyzwala. Odreagowuje. Leczy.

Honorata Łukaszewska trzy lata temu podjęła się sprawy ważnej. Przygarnęła pod swoje skrzydła i otoczyła opieką wynikająca z dobroci serca grupę niepełnosprawnych umysłowo, jak by powiedział ks Isakowicz „Muminków”. Jak nam się kojarzą Muminki? z niezdarnymi ale bardzo ciepłymi i uczuciowymi stworzeniami.
Niezdarność naszych „Muminków” wypływa z faktu bycia niepełnosprawnym. Troszkę inaczej pracują ich głowy, troszkę wolniej, w inny świat patrzą ich oczy.
Nie widzą wielu rzeczy które nam zaprzątają tak wiele czasu odzierając nasze życie z uczuć. A Oni widzą uczucia. Czują sercem. Są sprawiedliwi, jeżeli ktoś robi im krzywdę boja się go i płaczą , uciekają przed nim.
Jeżeli ktoś ich kocha oni kochają w dwójnasób.
Czasami są wylewni, czasami zamknięci w sobie. Reagują bardzo żywiołowo lub nie. Ekspresja to czasami ich drugie imię.
W naszym społeczeństwie udaje się, że mają swoje prawa. Mają na tyle, na ile jest to wygodne dla władz i nie narusza społecznych potrzeb. Jest grono ludzi prawdziwych, którzy stale wywierają nacisk na władze, aby zmienić więcej na korzyść „Muminków”.
Podjąć się trudnego zadania akceptacji ich w społeczeństwie. Do tej pory zawsze gdzieś istnieją na marginesie.
Często kiwamy głowami, litujemy się i jednocześnie ocieramy pot z czoła: dobrze że to nie my, że to nie w naszej rodzinie. Odwracamy głowy na ulicy od twarz, które posiadają cechy mongolizmu. Być może i z obrzydzeniem…Przyzwyczajeni do epatowania pięknem i dążeniem do piękna, odrzucamy ich.
A oni mają piękno w duszy i w sercu. Być może żaden z nas nie osiągnie takiego stanu Miłości i przywiązania do osób, które kochają. Nie zdradzają, jak kochają robią to szczerze, są pełni zaufania.
Jest w nich coś z malutkich dzieci. Tacy ufni, wrażliwi.
Oczywiście mają swoje humory jak i dzieci. Ale czy dzieciom nie wybaczamy? Czy nie powinniśmy wszystkim wybaczać?
Przyglądam się społeczeństwu i drżę ze strachu. Dzisiejsze życie spycha na margines wszystko co nie wiąże się z pieniądzem, przetrwaniem, dążeniem do kariery. Miłość sprowadza się do aktu płciowego. Bez gestów ciała, przytulenia pogłaskania, bliskości potrzebnej każdemu z nas, jednak zabijanej bo jest „nie trendy” i przeszkadza w wyścigu szczurów. Tak, wyścig nie jest ujęty w cudzysłów, to określenie staje się coraz bardziej realne, namacalne.
Gdzie w tym całym zamieszaniu, miejsce dla nich? Czy ktoś da im szansę? Przejmie się ich losem?
Otoczy opieką, zainteresowaniem, a może i nawet miłością?
Dlatego tak ważne jest to co robi Honorata, daje im coś więcej niż tylko taniec.
I nie tylko im…

Piotrek

Strona Promyczków

Dlaczego warto pić wina? Zdrowie i młodość …

Od kilku lat interesuję się winem. Nie tylko ze względu na zawarty w nim alkohol, czy też chęć do organizacji suto zakrapianych spotkań w towarzystwie właśnie tego napoju zawierającego alkohol. Od dawna słyszałem o wielu właściwościach wina, które niezwykle pozytywnie wpływają na organizm. Do tego dochodzi sam jego smak, zapach, kolor, te cechy które powodują, że picie tego napoju staje się prawdziwą przyjemnością, a także swoistego rodzaju celebracją. Poniżej pozwoliłem sobie zgromadzić kilka informacji na temat pozytywnego działania wina na organizm człowieka. Oczywiście musimy też pamiętać o skutkach negatywnych, „przedawkowania” zbyt dużej ilości tego trunku. I wystrzegać się tak pochopnej decyzji, co do wlania w siebie nadmiernej ilości wina. Pomijając stan organizmu, przyjemność wynikająca z jego degustacji znacznie się zmniejszy…
Przechodząc jednak do meritum…:
Wino czerwone ma pozytywne działanie na serce, żołądek, zwalcza infekcje chorobowe, a także…, przedłuża młodość. Zapewne najbardziej zainteresuje wszystkich ta ostatnia właściwość. Nic dziwnego, któż z nas nie chciały żyć jak najdłużej i do tego w kondycji młodzieńczej najlepiej?
Co z kolei działa negatywnie na nasz organizm i zwiększa szybkość procesów starzenia i degeneracji funkcji życiowych, a z czym daje sobie radę wino?
Chodzi oczywiście o wolne rodniki (w procesie przemiany tlenu w energię każda komórka, korzystając z substancji odżywczych, uwalnia owe wolne rodniki-cząsteczki organicznych związków o jednym wolnym elektronie). Tak zwane antyoksydanty zawarte w winie zwalczają wolne rodniki, z kolei polifenole opóźniają zmiany wynikające ze starzenia się organizmu. Antyoksydanty pozwalają przedłużyć skórze młody wygląd, a więc: nawilżyć, wzmocnić, odżywić i wygładzić.
Zwalczanie infekcji polega na działaniu flawonoidów, które niszcząc wolne rodniki, wzmacniają układ odpornościowy i przeciwdziałają infekcjom. Zawarte w winie związki polifenolowe, działają z kolei bakteriobójczo.
Tworzą się one w procesie fermentacji wina.
Z kolei garbniki zawarte w winie pomagają naszemu układowi pokarmowemu. Wino degustowane w trakcie posiłków, zwiększa produkcję enzymów trawiennych, poprawia ukrwienie układu i wzmaga wydzielanie śliny. W ten sposób składniki odżywcze zawarte w pożywieniu szybciej docierają do krwi. Kwas cynamonowy i inne substancje zawarte w winie sprzyjają wydzielaniu żółci, co przyśpiesza trawienie tłuszczów. Drażnienie ścianek żołądka niedużymi dawkami alkoholu zwiększa ich odporność na działanie kwasów trawiennych. Wino pomaga walczyć naszemu organizmowi z kamicą żółciową – tj. z jej powstawaniem. Następny powód za piciem czerwonego wina: nadciśnienie tętnicze. Z uwagi na dużą zawartość potasu w winie, który to pierwiastek reguluje ciśnienie. Wino rozszerza naczynia (ściślej czyni to alkohol w nim zawarty) zwiększa średnicę tętnic wieńcowych, zmniejsza ryzyko niedokrwienia serca, przeciwdziała zwężaniu się naczyń, zapobiega palpitacjom serca, które często występują jako skutek stresu.
Znane nam już flawonoidy chronią przed takimi chorobami jak: miażdżyca i zakrzepy. Powodem jest przeciwdziałanie utleniania się złego cholesterolu LDL, ponadto płytki krwi nie zlepiają się ze sobą, dzięki działaniu flawonoidów, które w ten sposób zapobiegają tworzeniu się zakrzepów i udarowi mózgu. Resweratrol i kwercetyna chronią nasze DNA, niszczą także wolne rodniki odpowiedzialne za chorobę wieńcową. Są to bardzo silne przeciwutleniacze. Wino zawiera potas, magnez i wapń. Są gatunki win, takie jak Medoc, które dostarczają organizmowi żelazo i kwasy organiczne takie jak: jabłkowy, winowy i acetylosalicylowy, oraz aminokwasy, a także rozpuszczalny błonnik.
Jednym krótkim zdaniem możemy podsumować ten ogrom zasług wina dla naszego organizmu: nie możemy go nie pić. Nie mamy wyjścia. Po prostu wino trzeba dostarczać organizmowi, a przy okazji korzystać z przyjemności pojawiającej się w trakcie jego picia.
Badania przeprowadzone kilka lat temu dotyczące średniej długości życia ludzi w Europie wskazały jasno, że najdłużej statystycznie żyją mieszkańcy Francji i Włoch. A jak wiadomo w krajach spożywa się najwięcej wina.

Osobiście staram się przynajmniej kilkanaście razy w miesiącu mieć okazję do spożywania wina.
Czy to w gronie przyjaciół, czy też „zapraszając” żonę na małe prywatne przyjęcie, zawsze z butelką dobrego czerwonego wina.
Wino jest dla mnie rodzajem relaksu połączonego z wspomaganiem organizmu w walce z jego ułomnościami (walczymy z wolnymi rodnikami oczywiście!). Jest też doskonałym sposobem na zdobywanie nowych znajomości w kulturalnej atmosferze można porozmawiać o dobrym filmie, książce, czy spektaklu teatralnym. Wino ma w sobie pewnego rodzaju czar i tajemnicę poprzez sposób jego podawania, degustacji, ilość rodzajów, i oczywiście to co cechuje je najbardziej i odróżnia od innych napojów alkoholowych, mnogość smaków, zapachów, wrażeń…

Ostatnio udało się przekonać moją „drugą połowę” do win wytrawnych. Do tej pory wolała być pomiędzy tzn. pół wytrawne jak najbardziej, rzadziej pół słodkie.
Jak to się udało? Uczyniłem to za pomocą wina hiszpańskiego (jedno z moich bardziej ulubionych) z regionu Rioja. Wino to nosiło nazwę znanej winnicy: Marques de Riscal, (Reserva, rocznik 2004). W większej części zawartość butelki składała się z wspaniałego płynu wyprodukowanego z mojego ulubionego szczepu Tempranillo (rdzennie hiszpański szczep czerwonego winogrona, znany w samej Hiszpanii pod różnymi nazwami np w Toro; tinta de toro). Smak, aromat i bukiet tego wina spotkał się z uznaniem wszystkich degustujących (degustacja miała miejsce na małym przyjęciu, dla ścisłego grona zaprzyjaźnionych z nami osób doceniających walory czerwonego wina wytrawnego, aczkolwiek nie uważających się za jakiś specjalnych znawców, raczej oświeconych konsumentów). Wszystkich zachwycił szczególnie ten pierwszy łyk, o ile miałbym opisać moje wrażenia; gama smaków, zamachów, wyrazistość i energia, wola tworzenia, piękno… Bukiet dość subtelny, bez wyrazistych akcentów. Miło by było, żeby ten pierwszy łyk trwał jak najdłużej, a każdy łyk był pierwszym… Kubeczki smakowe niestety, po doznanym „szoku”, przyzwyczajają się i nie jest to już później tak frapujące przeżycie. Chyba, że postanowimy zneutralizować doznane efekty. Najlepszy jest czas i czysta woda. W tamtym przypadku jednak zdegustowaliśmy w czwórkę dość szybko wypijając całą butelkę zauroczeni wrażeniami wynikającymi z picia, przy okazji przegryzając ciekawą potrawą, którą przygotował mój przyjaciel specjalnie na tą okazję. Było to zapiekane ciasto, z oryginalnym w smaku sosem pomidorowym na ostro, z kawałkami mięsa wołowego.
Smak wina ewoluował także, ze względu na degustowanie wyżej wymienionej potrawy. To też jest ciekawostka. W zależności czym „zagryzamy” poszczególny łyk, zmienia się smak i odbiór wrażeń. Jest to jak wejście do labiryntu dodatkowo ozdobionego lustrami, nie dość że nie wiesz co będzie za najbliższym zakrętem, to zmienia się również i optyka tego co widzisz. Z winem jest podobnie.
Spotkanie udało się szczególnie. Nie ukrywam ze dyskusja na temat wina była jednym z głównych punktów programu, chociaż nie do końca planowana.
Od tego czasu żona postanowiła oddać się pasji próbowania do win wytrawnych. Niezmiernie mnie to cieszy z wielu powodów, jednymi z nich to możliwość wspólnego wnikania w piękno degustacji i analizy smaków, i wielu innych wrażeń odbieranych przez nasze zmysły podczas picia wina, drugie to fakt niewątpliwy pozytywnego wpływu na zdrowie moje i małżonki.
Czego życzę Wam wszystkim, a w szczególności miłośnikom wina.

Piotrek
bezprzesady.com

winnica Marques de Riscal

Warta wylewa, kto ponosi odpowiedzialność?

Obecny poziom Warty, jak wielu najstarszych wspomina, nigdy nie był tak wysoki… Żywioł daje o sobie znać. Staje się też w pewnym sensie sensacja medialną. Dzisiejszego dnia setki Poznaniaków wyległy na mosty z aparatami obrazując dla potomności i swoich rodzin, poziom wody. Inni przyglądali się zadumą i respektem na prący pod mostami Żywioł. Może nasuwało się im przemyślenie co do odwiecznej siły natury…?
Czy można było tego uniknąć? Doszły mnie słuchy, że woda ze zbiornika w Jeziorsku powinna być spuszczona wcześniej i we większych o wiele ilościach. Co stanęło na przeszkodzie? Ponoć, jak słyszałem już od kilku osób stanowiska lęgowe ptaków… Opadający poziom wody doprowadziłby do ich zniszczenia. Dlatego teraz cierpią ludzie. Ptaki okazały się ważniejsze. W minionych latach nasłuchaliśmy się wielu takich kuriozalnych afer. Czy to nie jakaś paranoja? Czy celem działań Europy jest pozbawienie nas przemysłu i zrobienie z naszego kraju skansenu przyrodniczego?
W myśl chorych przepisów unijnych ważniejsze stają się ptaki, niż cierpienie, czy straty ludzi.
Gdzie my żyjemy?

Piotrek
bezprzesady.com