Кракен ссылка кракен ссылка Кракен онион кракен онион

Polski rząd nie wspiera przedsiębiorczości

Jak wiadomo pracownicy chcieliby zarabiać jak najwięcej. Czasem dochodzi do konfliktu interesów, który porównać można z sytuacją, gdy kupujący dyktują warunki sprzedawcy, nie licząc się z jego kosztami. Często wszystkie żale kieruje się pod adresem przedsiębiorców. Jednakże podstawowy problem jest taki, że pracownik musi zarobić na swoje stanowisko.

Gdy przykładowo pracownik otrzymuje wynagrodzenie rzędu 1500 zł netto (czyli 2057,96 brutto), pracodawca musi zapłacić za pracownika 2482,11 zł. To jest 1000 zł, których zatrudniony nigdy nie zobaczy, a które przedsiębiorca musi zapłacić.

Niektórzy pracodawcy chcieliby wynagradzać pracowników satysfakcjonującą kwotą. Z prostego powodu ? zadowolony pracownik lepiej pracuje. Niestety wysoki fiskalizm niesie za sobą negatywne konsekwencje. Są to m.in. niskie zarobki na umowie o pracę, umowy śmieciowe czy nie tworzenie nowych miejsc pracy. Czytaj dalej Polski rząd nie wspiera przedsiębiorczości

Bezrobotni absolwenci

Nie ma pełnej wolności bez własności. Tymczasem Polacy, mimo pozornej wolności politycznej i wolności słowa, coraz bardziej zniewoleni są pod względem ekonomicznym. Polskim problemem numer jeden są niskie płace, w stosunku do cen.

Dodatkowo co trzecia osoba bez pracy w Polsce jest w wieku 25-34 lat. Winić za to można masową likwidację szkół zawodowych i techników w ostatnich 10 latach. Rząd natomiast nie ma pomysłu, co zrobić z rosnącą wciąż liczbą bezrobotnych absolwentów szkół wyższych i liceów. Młodzi ludzie pozostawieni sami sobie, najczęściej wybierają emigrację zarobkową lub też pracują na kiepskich stanowiskach, w podrzędnych firmach, za marne grosze i w dodatku na umowach śmieciowych.

Problem leży przede wszystkim w umiejętnościach, jakie ze swojej uczelni wynosi ruszający w życie zawodowe młody człowiek – mówi Mariola Piechowska z Celsa Group, członek strategiczny PSZK. ? Te zaś są bardzo ogólne, zwłaszcza wśród, wciąż stanowiących zdecydowaną większość na rynku pracy, absolwentów kierunków humanistycznych. Młodzi ludzie przygotowywani są głównie od strony teoretycznej, doświadczenie praktyczne zdobywają na własną rękę, albo wcale. System nauki powinien natomiast uwzględniać zarówno edukację teoretyczną, jak również praktyczną, tak aby ruszający w życie zawodowe absolwent znał specyfikę pracy w danym zawodzie i umiał odnaleźć się w organizacji – dodaje Piechowska. Czytaj dalej Bezrobotni absolwenci

Poszukiwany/poszukiwana na rynku pracy

Ruszyła kampania medialna nowatorskiej, internetowej platformy SKAi, która ma szansę pomóc uczelniom dopasować ofertę edukacyjną do rynku pracy. Dedykowana jest uczniom, absolwentom, uczelniom oraz pracodawcom.

SKAi

Czy wiesz, że ponad połowa Polaków wykonuje pracę nieadekwatną do swojego wykształcenia? Czy można to zmienić? W jaki sposób wybierać kierunek studiów, aby pracować w swoim zawodzie? Jeśli odwiedzisz www.skai.edu.pl , dowiesz się kogo szukają pracodawcy, jak wyglądają trendy na rynku pracy i w jaki sposób wybrać ofertę uczelni, aby znalezienie pracy było łatwiejsze.

Wyższa Szkoła Zarządzania Personelem razem z międzynarodowym instytutem badawczym Millward Brown stworzyła internetową platformę SKAi, która monitoruje losy absolwentów i łączy je z informacjami o potrzebach potencjalnych pracodawców. Serwis pomoże kandydatom na wyższe uczelnie w wyborze odpowiedniego kierunku studiów. Umożliwi też kontakt pomiędzy studentami, absolwentami i potencjalnymi pracodawcami. Czytaj dalej Poszukiwany/poszukiwana na rynku pracy

Zaplanowana zawodność

Czy nie dziwi Państwa fakt, iż magnetofon sprzed dwudziestu a nawet czterdziestu lat gra do dziś, a sprzęt grający zakupiony 10 lat temu już trzeba było wymienić na nowy. Zmieniły się czasy i zmieniło się podejście producentów urządzeń RTV i AGD do jakości i żywotności tychże produktów. Szczególnie to widać na polskim rynku. Przykładowo Unitra nie miała zasadniczo konkurencji, więc mogła produkować urządzenia solidniejsze i długowieczne.

Jest  kilka przyczyn tego zjawiska. Coraz więcej urządzeń jest nafaszerowanych elektroniką, relatywnie są coraz tańsze, a wiele z nich psuje się przed czasem. Przypadkiem (gdyż np. wyprodukowano je w Chinach jak najtańszym kosztem) lub w sposób zamierzony przez producenta.

Zjawisko zaplanowanej nieprzydatności, czyli planned obsolescence, jest coraz bardziej powszechne oraz wyrafinowane. Jego idea jest niezmiennie prosta: nie warto produkować towarów zbyt trwałych, bo to osłabi popyt na nowe. Trzeba skrócić ich cykl życiowy, czyli po prostu pomóc im się zepsuć. Na przykład stosując plastikowe części (m.in. zębatki) zamiast metalowych (pralki, zmywarki, odtwarzacze CD/DVD). Można wspomóc się elektroniką, która po ustalonym cyklu pracy zgłasza konieczność wymiany podzespołu. Tak jest przykładowo w drukarkach, gdzie po określonej liczbie stron trzeba wymienić rzekomo pusty toner. Teraz wystarczy tak ustalić cenę za wadliwą część oraz usługę, żeby jej naprawa była nieopłacalna.

Dlatego nowy toner do drukarki kosztuje niewiele mniej niż sama drukarka. A wymiana programatora do pralek prawie tyle, co nowa pralka. Wniosek jest prosty: taniej kupić nowy sprzęt, niż naprawić stary. I to właśnie planuje producent. Sprawia to, że mamy coraz więcej niezniszczonych śmieci: wciąż błyszcząca obudowa kryjąca niesprawne już podzespoły. Niestety elektroodpadów przybywa w tempie 5 proc. rocznie ? mówi Henryk Buczak, prezes Biosystem Elektrorecykling SA, organizacji odzysku w Polsce.

Tradycje planned obsolescence sięgają do 1924 r., gdy w Genewie powstała zmowa producentów żarówek. Postanowili oni skrócić ich średnią żywotność z 2,5 tysiąca godzin do zaledwie tysiąca. Zbadanie szybkości parowania wolframu nie było łatwe (drucik staje się cieńszy, aż w końcu pęka), ale udało się i dlatego wiele żarówek do dziś ma podobną lub niewiele wyższą żywotność.

Rozgłosu idei zaplanowanej nieprzydatności przysporzył w latach 30. XX wieku Amerykanin Bernard London. Dostrzegł on w niej szansę na opróżnienie magazynów i poprawę popytu w dobie Wielkiego Kryzysu. Postulował powołanie komisji, która określałaby czas użyteczności produktów, podobnie jak ustala się termin przydatności do spożycia. Skutkiem tego buty mogłyby nam służyć np. rok, a auto do trzech lat. Kto chciałby ich używać dłużej ? byłby karany. Mimo, że wówczas ta idea nie doczekała się realizacji, to najwyraźniej spodobała się producentom, także samochodów. Jako pierwszy Ferdynand Porsche wpadł na pomysł, by sprawdzać stan aut na złomowiskach ? oceniać, które części są najmniej zużyte, by potem tworzyć je z materiałów gorszej jakości. Dziś mimo większej konkurencji, nie możemy liczyć, by jakiekolwiek auto dorównało trwałością Mercedesowi W123 300D z lat 1976-86, który bezawaryjnie przejeżdżał średnio 800 tys. km.

– Kiedyś sprzęt AGD też był dużo bardziej niezawodny. Teraz awarie zaczynają się już po trzech latach. Patrząc na ich charakter, nietrudno dostrzec w tym zamysł producenta ? stwierdza pracownik jednego z autoryzowanych serwisów.

W efekcie tego pralka wytrzymuje dziś nie kilkanaście lat jak kiedyś, ale połowę tego czasu. Czarno-biały telewizor z 1979 r. działał średnio 12 lat. Obecne LCD i plazmy są niezawodne przez siedem lat. Laptopy szwankują już mniej więcej po 16 miesiącach. Przeciętnie Europejczycy co siedem lat wymienia sprzęt RTV i AGD (Polacy trochę rzadziej), komputer ? co cztery lata, a komórkę ? co dwa. W skutek tego elektrośmieci przybywa.

Druga metoda, to kuszenie potencjalnych klientów coraz to nowszymi rozwiązaniami technicznymi. Prześledźmy to na przykładzie telewizorów (ostatnie kilkanaście lat). Pierwsze modele LCD miały rozdzielczość HD Ready (czyli 1280×720 pikseli), gdy rynek został nasycony pojawiły się ekrany FullHD (1920×1080). Następnym krokiem było 3D. Teraz zaczynają się pojawiać telewizory z rozdzielczością UltraHD, zwaną inaczej 4K (3840×2160). Pionierami we wdrożeniu tego formatu na potrzeby telewizji są oczywiście Japończycy.

Albo będziemy pozwalali się wodzić za nos i kupowali na potęgę sprzęt, mimo iż urządzenia, które posiadamy mogą nam dalej służyć, albo uodpornimy się na gadżeciarstwo i zabiegi marketingowców. Poza tym jest zasada ? im droższy sprzęt, tym dłużej powinien nam służyć. Tak więc potwierdza się stary zwyczaj, że chytry dwa razy traci. Dlatego warto dwa razy się zastanowić nad kupnem urządzeń RTV i AGD w okazjonalnie niskich cenach.

Michał Sobkowiak

Byle było taniej…

Dlaczego  urządzenia, które dostaliśmy niedawno pod choinkę, zepsują się już za 3-4 lata? Z jakiego powodu nie opłaca się ich naprawiać? Chodzi o to, żeby koncerny więcej na nas zarabiały; czy o to, że wolimy rzeczy nowe zamiast trwałych?

Do porównania posłuży Zestaw do pielęgnacji włosów SRN-17 z 1988 roku wyprodukowany w zakładach Zjednoczenia Sprzętu Oświetleniowego Polam-Farel w Kętrzynie. Obecnie to fabryka Philips Lighting Poland SA. Suszarek do włosów już tam nie produkują. W owym czasie urządzenie to kosztowało 2,6 tys. zł. Drugi badany sprzęt, to nowoczesna suszarka znanej zachodniej marki, kupiona w supermarkecie za 109,99 zł. Oczywiście made in China.
Czytaj dalej Byle było taniej…

Ile płacimy za gaz i komu to zawdzieczamy?

Oczywiście: rządowi Pana Tuska („Wybraliśmy wariant trochę bardziej elastyczny, a więc kontrakt trochę krótszy, z naprawdę niezłą ceną” – cytat z gazety słów P. Tuska z 2010 roku)
Ile płacimy?
Pisałem już o tym kilka razy, na stronach internetowych można znaleźć jak się dobrze poszuka, niemniej dziś w „Głosie Wielkopolskim” na stronie 15 w materiale pod tytułem „Gazoport – polski przykład nieudolności urzędników” można dokładnie przeczytać:
2011 rok: 420 dolarów za 1000 metrów sześciennych – najwięcej w UE (za gazetą)
Niemcy: 279 $
2012 rok: Polska płaci – 526 $
Niemcy – 279$ (za gazetą)

W tym kontekście cytowane słowa P. Tuska brzmią co najmniej jak niezła komedia, a może warto by się zastanowić nad trybunałem?

Ktoś, kto będzie głosował na tak „skuteczny” rząd i jego reprezentantów – proszę wybaczyć, ale chyba będzie to osoba z rodzajem zaburzeń w warstwie arytmetyki – i odniesienia jej wyników do obecnego stanu ekonomii w tym kraju.

„USA musi zaatakować Rosję” – (?) Materiał dyskusyjny? A może …

Znalazłem dla Was drodzy Czytelnicy przy pomocy kolegi Wojtka materiał, który tylko tytularnie wydaje się absurdem. Szczególnie po ostatnich moich rozmowach z Ukraińcami, mającymi bardzo podobny punkt widzenia…

Niemniej zapraszam do przeczytania i analizy artykułu.
Czytaj dalej „USA musi zaatakować Rosję” – (?) Materiał dyskusyjny? A może …

Dlaczego świat nie zajmuje się rozwojem cywilizacyjnym? Polepszeniem bytu ludzkości…?

I nie tylko – także ekspansją w kosmos. Nie lepiej byłoby wydawać pieniądze na budowę statków kosmicznych, baz na orbitach wokołoziemskich, czy też na Księżycu czy Marsie? Aby przyszłość ludzkości rysowała się jak w „Trylogii Gigantów” Hogana?
Jakoś nikogo to nie interesuje – lepiej inwestować w konflikty zbrojne i tą metodą usuwać nadmiar ludzkości…
Poza tym grupa multi miliarderów niechętnie dzieli się swoimi pieniędzmi z resztą ludzkości. Woli wymyślać im różne atrakcje, które w wystarczający sposób będą odwracać uwagę od ich kasy.
Może jednak czas na jakiś rodzaj inteligentnej rewolucji mającej za zadanie obranie innego kierunku rozwoju ludzkości – bardziej uwzględniającego poszanowanie dla ludzi.
I ukierunkowującego zdobycze nauki idące w stronę uniwersalnych wartości – polepszających dobro ludzkości i kierujących ją w stronę kosmosu?
Gdyby tak ukierunkować wszystkie siły witalne ludzi właśnie w tą stronę, całą ich energię którą wydatkuje się obecnie na konflikty międzyludzkie – ile by osiągnięto…- zważywszy na ogrom zniszczeń jaki się produkuje w wyniku wojen.

Może coś zrobimy w tym kierunku? Byłoby to z korzyścią dla wszystkich. Również i dla naszej planety i jej ekologii.
Przy okazji to też może być dobry biznes.

Piotr Szelągowski

(screen – okładka pisma „Fantastyka”; Czy na pewno są naszym przeznaczeniem?)

Ucieczki z armii ukraińskiej. Nikt nie chce walczyć i ginąć? Dokładnie…

Ta informacja była mi wielokrotnie potwierdzana przez moich znajomych i przyjaciół z Ukrainy. A także przez osoby, które mają kontakt z Ukraińcami tutaj w Polsce. Tak się dzieje. Co więcej zakarpacka część Ukrainy wprost wypowiedziała posłuszeństwo jeżeli chodzi o pozyskiwanie narybku żołnierskiego dla armii ukraińskiej. Powracają tam pomysły z roku 1991 o autonomii tego regionu.

Czwarty etap mobilizacji idzie bardzo źle. Wielu mężczyzn unika jak może zaciągnięcia się do wojska. Sam pisałem o ucieczkach za granicę – do Polski między innymi – poborowych.
Całkowicie ignoruje się informacje o poborze – pojawiają się odmowy w udziale w jakichkolwiek operacjach wojskowych.
Na przykład w Iwano-Frankowsku szef administracji wojskowej Oleg Gončaruk powiedział otwarcie dla ukraińskiej gazety internetowej (Galka.if.ua) , że nawet nie rozpoczął procedur mobilizacyjnych.

Inny przykład: „...skandalicznie dużej skali unikania służby wojskowej doradca Poroszenki podał historię ze wsi Koniuchy w rejonie kozowskim. Jak poinformowała szefowa tamtejszej rady, we wtorek wszyscy miejscowi młodzi mężczyźni wynajęli dwa autokary i wyjechali nimi do Rosji…

A więc jak to jest? Kto chce a kto nie chce tam walczyć? Może oni sami nie wiedzą za co?
Czy Ukraińcy mają dość wojny?
Pojawiają się głosy, że wojna odciąga ludzi od spraw istotnych dla państwa, a oligarchowie mogą za plecami społeczeństwa bardziej się „zorganizować” -czytaj: więcej nakraść.

Do czego to doprowadzi?

Piotr Szelągowski

Źródło: Ukrajinci odmietajú bojovať v Donbase. Ignorujú mobilizáciu

Polecany link z którego pochodzi cytat: Afront! Ukraińcy uciekają przed wojskiem

Ile pieniędzy znika na Ukrainie?

Sporo. Pisałem już kiedyś o rankingu publikowanym we „Wprost” bodajże, gdzie podawano Ukrainę jako jedno z najbardziej korupcjogennych państw. Były to dane sprzed Majdanu – co najmniej dwa – trzy lata wstecz.
Najnowsze informacje Global Research alarmują:
„Jurij Biryukov, doradca prezydenta Ukrainy Petro Poroszenko, informował w dniu 6 stycznia tego roku, że tylko w roku 2014, „zaginęło” około 450.000.000 dolarów przeznaczonych dla wojska, dla ministerstwa obrony. Po prostu: dla Armii.

W kanale 5 (należącym wcześniej do Poroszenki), podano informację o defraudacji około 20-25% kwot przeznaczonych w roku 2014 na potrzeby armii. Budżet na ten rok wynosił około 1,8 miliarda dolarów. W 2015 roku budżet będzie wynosił 3,2 mln. dolarów. Ile zniknie z tej kwoty? Obalono rząd Janukowycza dlatego, że mówiono o olbrzymiej korupcji. Tymczasem – obecna korupcja jest o wiele większa niż za rządów Janukowycza…
Dokąd to prowadzi?

Całość na: Graft and Corruption in Ukraine Military