Na debacie o spektaklu „Golgota Picnic” próbowano uzasadnić pokaz mówiąc o sztuce, wolności słowa itp.
Widziałem przez lata setki przedstawień Malta Festiwal ale – od pewnego czasu już nie chodzę na te spektakle: poziom spadł drastycznie.
Dlatego też mimo wszelakich uzasadnień ze strony dyrektora tego wydarzenia, nie podzielam jego opinii o wielkości owego spektaklu, a także zastanawiam się nad użytymi środkami, czy były potrzebne, jaki był cel ich użycia, i czy zaliczam je do wydarzenia artystycznego?
Wydaje się, że tak naprawdę głównym powodem pokazania tego „dzieła” było po prostu działanie marketingowe, i chyba nie do końca miał rację Pan Krzysztof Materna kiedy rozmawiając z nim zadałem mu pytanie o zbieżności dat ze świętem kościelnym i pokazem spektaklu, skoro podczas samej debaty dyrektor spektaklu przyznał się, że przygotowywano się drobiazgowo i szczegółowo do jego pokazu (kwestie finansowania, organizacja spektaklu) oczekując kontrreakcji.
Czytaj dalej Debata – Plac wolności, „Golgota Picnic”. Poznań 27 czerwca.
Kategoria: Hyde Park
moim zdaniem
Zagęszcza się atmosfera wokół afery nagraniowej. Doniesienia z zagranicy.
Wymowny tytuł na stronie www.economist.com; „Czy Belka zachowa swoje stanowisko?”, z kolei na stronie OSCE zaniepokojenie działaniami wymierzonymi w dziennikarzy, które mają doprowadzić do ujawnienia źródła nagrań. Kiedy dotyczy to polityków partii rządzącej okazuje się, że naciski mogą się pojawić.
Poniżej linki do oryginalnych materiałów: Czytaj dalej Zagęszcza się atmosfera wokół afery nagraniowej. Doniesienia z zagranicy.
Płacimy wszystkim weteranom świata? Nie; tylko tym, którzy się podadzą za Polaków.
Z maila:
„Polski rząd znowelizował prawo, które pozwoli ponad 50 tys. ocalałym Żydom, ich małżonkom, a nawet dzieciom zamieszkującym poza naszym krajem, pobierać emerytury z tytułu szkód doznanych ze strony nazistów i bolszewików na ziemiach polskich w czasie wojny i okresu stalinowskiego
Czytaj dalej Płacimy wszystkim weteranom świata? Nie; tylko tym, którzy się podadzą za Polaków.
Bez Przesady, paranoja i co tam jeszcze…. Dwa markety obok siebie…
Można to sobie oglądać niedaleko stadionu na Bułgarskiej przy ulicy Jugosłowiańskiej jest market „Aldi” zaraz przy stacji „Orlen”. Za jego plecami buduje się „Biedronkę”. Dodam, że w okolicy lokalizuję około 5 innych „Biedronek” w odległości (w linii prostej) od 500 metrów do 2 kilometrów…
Pomijam niezbyt odległe TESCO, P&P, Netto i Lidla. Wszystko w podobnym promieniu.

Kto wydaje pozwolenia na takie lokalizacje? Czytaj dalej Bez Przesady, paranoja i co tam jeszcze…. Dwa markety obok siebie…
Problemy w komisji obwodowej na Grunwaldzie w Poznaniu. Wybory do parlamentu europejskiego.
Byliśmy z małżonką tuż przed godziną 21-szą, aby oddać głos w wyborach do Europarlamentu. Wiadomo; jutrzejszy Dzień Matki zobowiązywał do odwiedzin, warto też było zajrzeć na chwilę chociaż na festyn organizowany na os. Kopernika (parafia Świętej Rodziny). Kiedy weszliśmy do lokalu wyborczego, obiło się nam o uszy, narzekanie stojących przy wejściu osób, na zmiany adresu do głosowania dla niektórych ulic, na lokal przy ulicy Grunwaldzkiej.
Kiedy już wychodziliśmy z lokalu wyborczego, udało się nam zamienić parę zdań z obsługą i znajomymi, którzy mieli dyżur w szkole. Potwierdzili zamieszanie tym spowodowane. Ocenili, że najprawdopodobniej wg. ich szacunków około 20% osób, poszukiwało swojego miejsca do oddania głosu. Po prostu przyszły jak zawsze do tego lokalu wyborczego, a tu okazywało się, że nie mogą oddać w nim swojego głosu. I odchodziły z kwitkiem. Czy dotarły do właściwego lokalu wyborczego? Zważywszy, że duża część to były osoby starsze, bez możliwości łatwego i szybkiego przemieszczania się…
Jeżeli tego typu „zmiana” była jednostkowa w skali całego kraju, nie ma to większego znaczenia, jednak jeżeli sytuacja ta miała miejsce w większej ilości lokali wyborczych…
Co do frekwencji: zdecydowana większość (wg oceny naszych znajomych obserwujących głosowanie przez cały dzień otwarcia lokalu wyborczego); to osoby w średnim wieku; 45-60 lat i powyżej. Młodzi; jak to powiedzieli nam znajomi, można liczyć na pacach obu rąk.
To tyle, jeżeli chodzi o świadomość wyborczą narodu, szczególnie kiedy ordynacja wyborcza (która wygląda tak, przykład: Wybory w Polsce – jak to działa) tak naprawdę powoduje, że warto by było, aby jak najwięcej osób uczestniczyło w wyborach (dlaczego?; Wybory w Polsce – konkluzja ), gdyż tylko frekwencja cokolwiek może zmienić, o ile chcemy zmiany reprezentacji politycznej.
Wiadomo, że stałe elektoraty nawet w liczbie 5% czy 10% całości, się pojawią. Nie ma minimalnego progu wyborczego, a więc tak naprawdę można założyć że i w przysłowiowe 1000 osób mogą się „wybrać” ci, którzy są świadomi wpływu na wynik wyborczy, szczególnie przy ordynacji proporcjonalnej, faworyzującej ugrupowania większościowe.
Z kolei zwracanie uwagi na określone listy wyborcze, podkreśla dodatkowo podmiotowość wyboru, mimo że bardzo wiele osób określało się jako bezpartyjne na poszczególnych listach.
Udaje się cały czas wprowadzać walkę polityczną, na zasadzie: ta lista to twój (lub mój) wróg, a więc budujemy napięcie emocjonalne między nami…
Czy udało się dotrzeć z przekazem, że głosować powinniśmy na inne ugrupowania niż parlamentarne, aby rozbić monopol?
Ukazać, nasz brak zgody na „jedyną, właściwą” linię polityczną ugrupowań brylujących w naszym sejmie, a obecnie walczących o pełne konkretnego przełożenia (finansowego) stołki w parlamencie unijnym?
Cóż, społeczeństwo wygłupione medialnie daje się łatwo sterować (czytaj „zniechęcać”) do spełniania swojego obywatelskiego obowiązku. Poza tymi nielicznymi, którzy wiedzą, że głosują na „swoich”. I będą mieli z tego konkretne korzyści.
Jest taka reklama z USA pokazująca małżeństwo, które radośnie dziękuje młodym za … nie chodzenie na wybory.
Z tego tytułu, oni jako reprezentatywna grupa wyborców mają wpływ na politykę tych, którzy są wybierani. Oni bowiem wiedzą komu i czym muszą się przypodobać aby zostać ponownie przez nich wybrani…
Pod tym względem Polska i jej obywatele przypominają (jak może się mi wydawać – sam już nie wiem do czego mogę mieć ewentualne prawo…) w sensie rozwoju świadomości politycznej, jeżeli by porównywać do epok historycznych – epokę kamienia łupanego.
Piotr Szelągowski
Emerytura od 45 roku życia, trzy dniowy tydzień pracy… miłe dla ucha hasła wyborcze..
I takie hasła mogą przyciągać:

Czytaj dalej Emerytura od 45 roku życia, trzy dniowy tydzień pracy… miłe dla ucha hasła wyborcze..
Super pociąg nie będzie jeździł po Polsce… Alstom – Pendolino.
I znów jakieś dziwne i niezrozumiałe działania. Wydana masa pieniędzy i brak efektów. Czy nie lepiej było wyciągnąć od UE z 200 mld w formie dotacji i uruchomić własny projekt konstrukcyjny? Zarobili by „swoi” – czyli my wszyscy. Naukowcy, pracownicy wykonujący projekt. Technologia poszłaby w „górę”. Nie, musieliśmy kupować coś co nie do końca jest dopasowane – jak rozumiem do tego co mamy w Polsce.
Dawać zarabiać obcokrajowcom. A tymczasem zakłady które mogłyby być jakimś podwykonawcą wyglądają tak:

Czytaj dalej Super pociąg nie będzie jeździł po Polsce… Alstom – Pendolino.
Pomysł „pospolitego ruszenia” dla polskiej armii. Po co rekonstrukcje militarne i ASG?
CO nam zagraża, jaki rodzaj wojny? Globalny konflikt, czy bardziej tysiące starć, interwencji, akcji terrorystycznych, zamieszek? Bardziej chyba to drugie. Kilka dni temu napisałem mały materiał na kanwie tłumaczenia opowieści pewnego Bośniaka, opublikowany jako przestroga dla Ukraińców. Administratorzy na Interii360 postanowili umieścić ten tekst.
Zdjęcia z inscenizacji militarnej:


Oto link do wpisu: Jak przeżyć w oblężonym mieście? Tak może być i na Ukrainie (i?wszędzie?); szykujcie się ? do wojny?
Jakie wnioski możemy my Polacy z tego wyciągnąć? Chodzą słuchy o ponownym poborze powszechnym. Tylko do czego? Do tej nie do końca dobrze zorganizowanej i zarządzanej imprezy o nazwie: „armia”? Może warto w takim razie zastanowić się, czy nie lepiej przeszkolić całe społeczeństwo w posługiwaniu się bronią? Na bazie kilkutygodniowych szkoleń dotyczących walk miejskich, obowiązkowych zajęć na strzelnicach, szkoleń taktycznych i dowodzenia na szczeblu chociażby i drużyny?

I utworzeniu brygad terytorialnych, które mając szkieletową obsadę zawodową, po sygnale zagrożenia byłyby w gotowości w kilka godzin jako luźne formacje wojskowo-para militarne – niejako partyzanckie? I w zależności od sytuacji dostosowałyby odpowiednie warianty działań?
Na spotkaniu z Panem Romualdem (Spotkanie z Szeremietiewem) usłyszałem od niego, że analiza dokonana przez ekspertów Armii USA wykazała, że do zwalczenia 1 partyzanta statystycznie potrzeba 35 żołnierzy sił zawodowych. Po jego stronie stoi znajomość terenu, możliwość korzystania z wielu ukryć, nierozpoznawalność.
Żadna armia świata, nie ma szans dać sobie rady z całym narodem partyzantów. Musiałaby go po prostu eksterminować w całości. Pomijając wszystko inne (kwestie techniczne; chyba tylko broń atomowa, przy globalnym użyciu może zapewnić eksterminację powyżej 90%), obecne normy i powiązania społeczne w Europie nie pozwoliłyby raczej na takie działanie.
Sam fakt wprowadzenia takich szkoleń byłby już odpowiednim straszakiem.
Ponadto najważniejsze: KOSZT.
Tego typu szkolenia minimalizują koszty. Nie ma skoszarowania, szkolenia są kilkugodzinne w ramach chociażby godzin pracy.
Udostępnienie DARMOWE – strzelnic, przynajmniej raz w miesiącu dla chętnych w celu ćwiczenia, podnosi sprawność i kwalifikacje strzeleckie.
Gry wojenne typu ASG, powinny być powszechne, jest to doskonałe szkolenie taktyczne połączone z zabawą i dreszczykiem emocji.
Tak postępowali Japończycy po II wojnie światowej, kiedy mieli zakaz formowania jednostek wojskowych.
Tak postępowali Niemcy przed II wojną światową – kiedy to kierowali tekturowymi dywizjami pancernymi na sowieckich poligonach.
Jest to najlepszy i najsprawniejszy, a jednocześnie najmniej kosztowny sposób na zbudowanie mocno odstraszającej potęgi para-militarnej. Naród, który w całości ma za sobą przeszkolenie strzeleckie, a określeni żołnierze potrafią posługiwać się sprzętem łącznościowym, komputerami na polu walki, potrafią obsługiwać mikro-drony, ręczne wyrzutnie rakiet np. stingery, z kolei w każdym mieście jest punkt, który po zgłoszeniu się i sformowaniu drużyn wyposaża je w ciągu minut w odpowiedni sprzęt, każdy zna swoje miejsce, a następnie rozprasza się te grupy w terenie w oczekiwaniu na atak wroga…- Taki naród jest względnie bezpieczny od zakusów interwencji czy to ze wschodu czy też z zachodu. Czy chociażby sąsiedzkich działań służb policyjnych…
To jest zagrożenie, które zniechęca każdą armię do działań ofensywnych na terenie takiego państwa.
Dodajmy do tego mobilne, doskonale wyszkolone grupy szybkiego reagowania (niewielkie), pododdziały komandosów, mające wysoką swobodę działań i zdolność poruszania się.
I rdzeń: kilkaset najnowszego typu wozów bojowych, czołgów i samolotów. Dosłownie: kilkaset.
I drony bojowe. Tysiące. W zależności od specyfiki działań. Tanie i bezpieczne. Mamy tylu chętnych do gier komputerowych. Mogą się spełniać inaczej…szkoląc się w obsłudze drona.
Niech pieniądze pójdą w jakość, nie w ilość. Niech zostanie przede wszystkim rozbudowana obrona przeciwpancerna, przenośne wyrzutnie pocisków kumulacyjnych. Uzbrojenie przeciwlotnicze, stingery – jeżeli nie z USA to podobne systemy skądkolwiek. Może zaprojektujemy i wyprodukujemy własne?
Szkolenia z obsługi wyrzutni typu Stinger niech ma co najmniej jedna osoba w każdej drużynie tego tak zwanego pospolitego ruszenia. Takie szkolenia mogą być przeprowadzane w specjalnych trenażerach. Nie trzeba używać wyrzutni załadowanych bardzo przecież drogą rakietą.
Szkolenie, szkolenie i jeszcze raz szkolenie.
Należy oprzeć się na grupach paramilitarnych, czy rekonstrukcyjnych. Są to osoby, które naturalnie czerpią radość i zadowolenie z działania w takich grupach nazwijmy to „mundurowych”. A więc naturalnie najlepiej się nadają do szkoleń bardziej zaawansowanych. Będą po prostu robiły to z przyjemnością.
Tym bardziej, że jest spore zainteresowanie społeczne takimi imprezami.


I mamy problem z głowy.
Nikt zdrowo myślący, z agresorów, powtarzam: nikt, nie porwie się na takie państwo.
Zbrojna neutralność. Po prostu.
Piotr Szelągowski
Polecane: Przygotowanie do realu – ASG
Materiał ilustrowany z inscenizacji w Boryszynie z roku 2007.

Młodzieżowa Rada miasta – echa prasowe.
Pojawiła się notka w GW w poznańskim wydaniu na temat formowanej Młodzieżowej Rady Miasta. Autor niejaki Bartosz Nosal, poza informacjami merytorycznymi dostępnymi również na stronie Młodzieżowej Rady Miasta, pokusił się o kilka uszczypliwych uwag (tak je odbieram nie tylko ja).
Ciekawym jest dlaczego?
Umowy pracy w Polsce… jak wyglądają? Czy tylko śmieciowe?
Ostatnio dowiedziałem się że jest podpisywana umowa o pracę, standardowa minimalna, druga umowa-zlecenie na dodatkową kwotę (od umowy zlecenia nie odprowadza się części kwot np. opłat ZUS) i do tego jest w umowie głównej zastrzeżenie, w którym zobowiązuje się osobę pracującą, kiedy będzie chciała rozwiązać stosunek pracy – do zapłacenia kary umownej.
Czy to jest zgodne z prawem?
Czytaj dalej Umowy pracy w Polsce… jak wyglądają? Czy tylko śmieciowe?
