Кракен ссылка кракен ссылка Кракен онион кракен онион

Obcokrajowcy stanowią zagrożenie. Przykład z Wrocławia.

Ostatnio wiele doniesień mówi o zagrożeniach ze strony obcokrajowców. Czy powinniśmy się tym martwić? Jak odbierać w tym kontekście działalność ROG? Czy to po prostu zaniepokojeni obywatele, którzy w wolnym czasie postanowili interweniować?

Przykład z Wrocławia, jeżeli dotrze do wyobraźni, przeraża.

https://tuwroclaw.com/artykul/ukrainiec-chcial-wysadzic-n1759199

Przykład z Torunia to już prawdziwa zbrodnia:

https://www.rp.pl/przestepczosc/art42621061-brutalny-atak-w-toruniu-ciezko-ranna-24-letnia-kobieta-nie-zyje

https://www.google.com/search?client=opera&q=wenezuelczyk+zabił&sourceid=opera&ie=UTF-8&oe=UTF-8#fpstate=ive&vld=cid:9cbb80a4,vid:Nu2gYaIDvBg,st:0

Czy mamy się martwić?

Odpowiedź z granicy:

Zostawiam to Wam do rozwagi, jak podchodzić do tego szczególnego (jeszcze niezbyt widocznego) zagrożenia. Warto śledzić serwisy w poszukiwaniu naruszeń prawa. Chociaż odnoszę wrażenie, że nie szczególnie się odpowiednie organy przykładają do przekazywania o tym informacji. Obym nie miał racji…

Jan Kot – pływak i patriota.

Historia patrona pływalni w Bochni.

Poznana dzięki wspólnym rekolekcjom w Cieżkowicach. Opowiedzieli mi ją mieszkańcy Bochni obecni na rekolekcjach. Jak wiele polskich historii i ta potwierdza hart ducha, wytrzymałość, godność, zaangażowanie, miłość do Ojczyzny, niesamowitą odporność na ból, tortury zadawane przez komunistów już po wojnie naszemu bohaterowi – Janowi Kotowi. Ten nieludzki, opresyjny, totalitarny system, jaki narzucili nam Sowieci za pomocą polskich zdrajców jest całkowicie i w 100 % godny potępienia. To tylko niewiedza ludzka może stanowić inaczej.

Studiował filozofię i historię na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. 

Został co najmniej 10 razy mistrzem Polski w pływaniu, pobił 20 rekordów Polski (indywidualnie i sztafeta).

Podstrona basenu poświęcona Patronowi: https://basenbochnia.pl/patron

Inne strony:

https://bibliografia.malopolska.pl/index.php?typ=record&001=KSBR15137416&lang=en_GB

https://twitter.com/FortArt/status/1763610401827090810

https://www.wikipasy.pl/Jan_Kot

Na moim blogu znajdziecie trochę informacji o wybitnych Polakach, o których nie pamięta się obecnie – a którzy powinni mieć specjalne miejsce w szkolnych programach edukacyjnych.

Dlaczego tak się nie dzieje? Oto pytanie. Jestem ciekaw drodzy Czytelnicy czy zgodzicie się z moją opinią, że w polskich władzach nie ma zbyt wielu światłych Polaków rozumiejących potrzebę budowania; za pomocą przykładów z naszej historii – autorytetów moralnych. Ludzi, którzy wsławili się pracą i poświęceniem dla Polski, czy też wybitnych naukowców znanych na całym święcie poza Polską. Nasze podręczniki powinny się koncentrować właśnie na naszych wybitnych przedstawicielach nauk, czy też podróżnikach, odkrywcach, patriotach. Po co nam obce przykłady, kiedy mamy swoje?

Przykładowo poniżej w linku wspominani: Ferdynand Ossendowski chyba najbardziej znany na świecie polski pisarz, który wsławił się słynną książką o rewolucji czerwonych sowietów: „Lenin” (polecam), profesor Feliks Koneczny twórca teorii cywilizacji do tej pory uważanej za wybitną i uczonej (np w Niemczech). W Polsce praktycznie nie znani.

Inny znany na świecie, genialny Polak:

Święto narodowe; 11 lipca 2025

Na mocy ustawy RP jest to święto narodowe upamiętniające ofiary Ludobójstwa dokonanego przez min. OUN-UPA na obywatelach narodowości polskiej w okresie IIWS i po.

W tym dniu upamiętnialiśmy ofiary pod pomnikiem w Czerwonaku, pod tablicą-pomnikiem który powstał dzięki świętej Pamięci Maurycemu Kowalskiemu

Pana Maurycego poznałem około 15 lat wcześniej, kilkakrotnie opowiadał mi kresowe historie. Mieliśmy spisać pewną relację. Niestety, nie udało się. Pan Maurycy dożył 100 lat. Był założycielem Fundacji Kresowej i pamiętał o rodakach, którzy zginęli w Ludobójstwie jako pierwszy w powiecie poznańskim ich upamiętnił.

Dzień wcześniej podczas mszy świętej o godzinie 18.30 w Sanktuarium Świętości Życia na Osiedlu Poetów. Gdzie modliliśmy się o dusze ofiar, sprawiedliwych Ukraińców, ale też i po katolicku; o miłosierdzie dla zbrodniarzy.

Ważnym miejscem Pamięci jest też Łężyca w Zielonej Górze. Od 2010 roku docieram tam regularnie. Poniżej fotografia z obchodów w Łężycy.

Film dokumentalny „Zapomnij o Kresach”, który powstał w 2009 roku dzięki mojej inicjatywie, zawiera relacje osób, do których dotarłem w swoich wyjazdach w lubuskie, uzupełnione relacjami z terenu Walimia i okolic, gdzie też mieszkali przesiedleni kresowianie. Okazało się że współdziałał w wyszukiwaniu tych relacji Łukasz Kazek, którego poznałem jako młodego chłopaka w latach 90-tych, gdy z żoną w podróży poślubnej zwiedzaliśmy kompleks Walimia (Wolfberg). Już wtedy mocno się interesował historią.

Z pokazów filmu (Gdańsk):

Krótka rozmowa Solidarni 2010 (dostępna po zalogowaniu na YT):

Łukasz Kazek obecnie prowadzi swój niezwykle ciekawy kanał na YT (poniżej link do filmu na jego kanale).

Co do powstania samego dokumentu: znałem osobę, z rady programowej pisma „Inne Oblicza Historii” i poprzez rozmowę z nią zainteresowałem tematem gremium redakcyjne i redaktora naczelnego. Tak doszło do stworzenia konspektu scenariusza przeze mnie, rozwiniętego dalej przez reżysera Jana Łukasiaka. Pierwsze zdjęcia miały miejsce w Poznaniu nagrywaliśmy mojego Przyjaciela

świętej pamięci Pamięci ks Tadeusza Isakowicza Zaleskiego, na ulicy Kutrzeby w szkole gdzie organizowałem pierwsze z nim spotkanie w Poznaniu. Zdjęcia były robione po zakończeniu następnego spotkania, które udało się w tej szkole zorganizować. Następnie Janek kilka tygodni później wyruszył w lubuskie, aby nagrywać świadków.

Premiery odbyły się w następnym roku (w Poznaniu: w Pałacu Działyńskich, premiera połączona była z konferencją, na której byli specjalnie zaproszeni goście, eksperci: dr Lucyna Kulińska, ks Isakowicz Zaleski i Ewa Siemaszko; konferencję połączoną z pokazem miałem zaszczyt prowadzić osobiście), a dokument był dołączony do specjalnego egzemplarza IOH.

Sam dokument na kanale Łukasza:

https://youtu.be/2dRXS7M-PZM

Wspomnienie o jednym z Bohaterów biorących udział w dokumencie i opowiadających relacje:

Link do stron FB z obchodami z Czerwonaka:

https://www.facebook.com/piotr.szelagowski.5/posts/pfbid0F8g2Jpi7LkD8jsTg3fC6H5Z7C3mP75m1MnYnbj9sUqhCrdgRNfxQUeRrUPttXYL3l

inne przydatne linki:

Projekt ustawy którego nie udało się wprowadzić w 2016 roku. Jego treść jest pisana przeze mnie jako asystenta społecznego posła Wojciecha Bakuna, po wyborach gdzie wszedł do sejmu z list K15 uznaliśmy że spróbujemy wprowadzić taki projekt, a on zostanie posłem sprawozdawcą. Niestety, nie udało się. Przyjęta została uchwała PiS mająca mniejszą rangę niż ustawa.

https://orka.sejm.gov.pl/Druki8ka.nsf/Projekty/8-020-154-2016/$file/8-020-154-2016.pdf

DO obejrzenia:

Tadeusz Duda- zabójca z nielegalną bronią kulową.

Nasz kraj żyje od paru dni obławą za mordercą, który zabił dwie osoby i trzecią ciężko ranił. Jak podaje Wprost – prawdopodobnie ofiar byłoby więcej …

https://www.wprost.pl/kraj/12060643/stara-wies-tadeusz-duda-nie-zyje-jego-brat-zabral-glos.html

Zbrodniarz nie żyje. Został odnaleziony wczoraj. Prawdopodobnie zadał sobie samemu śmierć używając nielegalnego sztucera, jakim zabił swoje ofiary.

Tragedia, jaka się stała, wpisuje się w dyskusję na temat legalnego posiadania broni do obrony. Czy byłaby szansa, na jego powstrzymanie, gdyby ktokolwiek z zaatakowanych był również uzbrojony? W USA stopniowo przestępczość spada, szczególnie w stanach, gdzie jest pełny dostęp do broni kulowej. Powód oczywisty: szansa śmierci podczas dokonywania przestępstwa w miejscu gdzie wszystkie potencjalne ofiary mogą być uzbrojone, jest bardzo wysoka. Poza szaleńcami, „normalni” bandyci zdecydowanie chcą przeżyć, to ich ofiary mają zginąć. Gdy jednak te ofiary są gotowe do obrony i posiadają właściwe środki do jej realizowania… No cóż. Szanse napastnika drastycznie maleją. Już wiele lat temu znany profesor Kryminologii, demokrata Gary Kleck udowodnił w swoich badaniach, że najlepszą formą obrony jest być uzbrojonym niż rozbrojonym.

Niestety, w naszym kraju żadne badania na ten temat nie są prowadzone, statystyki zaciemniane i prowadzi się jedynie anty -kampanię dotyczącą posiadania (legalnego) i umiejętności posługiwania się bronią kulową w celach obronnych. Powody są przemilczane, można się ich jedynie domyślać. Również i podczas trwania wydarzenia z powyżej wymienionym zbrodniarzem Tadeuszem Dudą, wiele materiałów niejako tendencyjnie się myliło.

Słowa „strzelanina”, gdzie miejsce miała w zasadzie egzekucja (ofiary nie odpowiadały ogniem broni kulowej, ponieważ jej nie posiadały: definicja pojęcia „strzelanina” odnosi się do wymiany ognia z broni między stronami sporu, konfliktu, napaści), dokonana przez napastnika, który jako jedyny był uzbrojony, budzi moje mieszane uczucia na temat profesjonalizmu piszących takie materiały.

Również tendencyjne i nieprawdziwe komentarze pojawiające się pod niektórymi artykułami, w których próbuje się przemycić znak równości między bronią legalną a nielegalną, osobiście mnie mocno niepokoją. Niepokoją głównie z uwagi na domyślny fakt całkowitego braku wiedzy komentujących, w różnicy między posiadaniem broni legalnej czy też nielegalnej.

Broń nielegalną (w zasadzie) może posiadać KAŻDY. Jest to nieweryfikowalne do czasu jej użycia, tak jak w przypadku Tadeusza Dudy (ponoć był kłusownikiem, a jego nielegalny sztucer, to samoróbka). Powtarzam zatem: broń nielegalna jak sama nazwa wskazuje, jest zdobyczą całkowicie poza prawem, poza systemem. Nikt z nas nie ma wpływu na osobę, która taką broń chce posiąść. Co więcej: wiedza na temat chęci posiadania takiej broni jest nam absolutnie niedostępna. Już z samej natury nielegalności owej czynności – ten kto zechce łamać prawo poprzez zakup broni nielegalnej, nie poinformuje nikogo o takim zamiarze.

Zupełnie odwrotnie, jeżeli chodzi o posiadanie broni legalnej. Tutaj jest kilka skomplikowanych procedur wymagających chociażby niekaralności, czy też szczegółowego badania lekarskiego, przez kilku lekarzy (psychologa, psychiatrę, okulistę, lekarza ogólnego – wszyscy muszą posiadać odpowiednie uprawnienia).

Nierozróżnianie tak oczywistych różnic, oznacza że wiedza na ten temat jest bardzo niska, wręcz zerowa. Pisanie komentarzy w stylu: „teraz Polacy będą się zabijać masowo, jak da się im broń do ręki”, pod materiałem o Tadeuszu Dudzie, to czysta demagogia, lub też – co jest o wiele niebezpieczniejsze: celowe działania na przykład: wrogich służb (może rosyjskich nawet). Celem ich jest, oczywiście – zdepopularyzowanie posiadania broni kulowej dla obrony, a co za tym idzie uwstecznienie znacznej części społeczeństwa w umiejętności użytkowania takich środków obronnych, co powoduje obniżenie umiejętności obronnych społeczeństwa w skali makro. Co za tym idzie: na pewno jest to korzystny czynnik dla kraju, który chce w przyszłości zaatakować nasz kraj. Będą mieli po prostu „łatwiej”.

Temat ten szerzej można rozwijać na wiele aspektów. Kilka z nich poruszałem we wpisach wcześniejszych na moim blogu. Poruszę tutaj tylko jeden: powszechna gotowość do obrony własnej, w tym; siebie, rodziny, własnego lokum, domu, dzielnicy, miasta itp powoduje, że szacunki, jakie musi wykonać potencjalny najeźdźca w przypadku chęci konwencjonalnego zajęcia danego terenu (bez użycia broni masowej zagłady, co jest logiczne, gdy użycie takiej broni, na dłuższy czas uniemożliwia korzystanie z potencjalnie zajętych terenów – tą metodą), mogą doprowadzić go do zmiany decyzji – odwleczenia terminu ataku, lub też całkowitej rezygnacji. Jeżeli sygnał idący z zagrożonego kraju jest jasny i oczywisty – że całość społeczeństwa jest przygotowana (posiada umiejętności i środki do odparcia ataku), a więc tym samym aspekt obrony takiego terytorium staje się po prostu: wiarygodny.

Tym samym oczywiste jest, że służbom wywiadowczym danego kraju, który chce zaatakować może zależeć na umieszczaniu defetystycznych komentarzy i działaniach, które powodują deprecjonowanie posiadania umiejętności obronnych.

Tak że mój niepokój jest jak widać obarczony racjonalnymi argumentami. W przypadku społeczeństwa niedoinformowanego lub też wprowadzonego w błąd działaniami służ obcych wywiadów, mogą się zdarzać komentarze ze strony osób, które absolutnie nie pracują dla obcych służb, jednak przeszły swojego rodzaju „pranie mózgu” i wierzą w absurdalne i bezpodstawne zarzuty kolportowane przez właściwe i przygotowane do tego komórki wywiadowcze – specjalizacja: dezinformacja na terenie wrogiego państwa (tak się mówi o stosunku Rosji do Polski już od pewnego czasu).

Wydaje się, że wszystkie działania polskich mediów, służ powinny iść w zgoła odmiennym kierunku.

Dlaczego nie do końca się tak dzieje? Warto sobie zadać to pytanie i próbować znaleźć właściwą odpowiedź.

Tymczasem pamiętajmy: broń nielegalną ma, lub może mieć: każdy przestępca, bandyta, członek mafii; rodzimej lub obcej. Nam praworządnym obywatelom zostaje tylko i wyłącznie droga legalna.

Sami zadajmy sobie pytanie, czy w obliczu tego, co obecnie się dzieje i narasta, nie warto jednak podążyć drogą posiadania chociażby samej umiejętności, jak nie faktycznego posiadania broni kulowej, mogącej się przydać do obrony koniecznej.

Dane z USA o obniżeniu statystyk przestępczości:

https://jasher.substack.com/p/crime-is-likely-down-an-enormous

Dodatkowo opublikowano na:

https://niepoprawni.pl/blog/piotr-szelagowski/bron-legalna-a-nielegalna-tadeusz-duda

Jedna z pozycji eksperta dostępna na Amazon:

ks Piotr Brotoń w Luboniu…

Dnia 22 marca w szkole w Luboniu im. ks F. Blachnickiego (Plac E. Bojanowskiego 7a) o godzinie 16.00 odbędzie się spotkanie z ks Piotrem Brotoniem. Ks Piotr był misjonarzem w Kazachstanie we wsi Jasna Polana animując między innymi Dom Polski w tej wsi (wieś mieści się w północnym Kazachstanie w obwodzie północnokazachstańskim, w rejonie Tajynsza). Także pełnił posługę na Ukrainie w parafii w Mikołajowie. Kilka słów o nim z artykułu (https://wdrodze.pl/article/zostawiamy-ich-samych-sobie/ ): „pod Szczecinem jest obecnie chrystusowiec, ojciec Piotrek Brotoń, który płakał, gdy wyjeżdżał z Kazachstanu. W najtrudniejszych latach pracował w kazachskiej wiosce, która się organizowała i pięknie stanęła na nogi. Oprócz tego, że był księdzem, że zbudowano dwa kościoły w parafii, udało mu się wykreować miejscowego lidera, zbudować przedszkole, Dom Polski. Wioska była polska, więc działał w swoim charyzmacie. Ksiądz w Kazachstanie musi skorzystać z idei, które wypracowali wielkopolscy księża, Wawrzyniak i inni…„.

Inny cytat: (https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-czy-ktos-tu-na-nich-czeka,nId,820770): „…repatriantów jest niewielu, ponieważ oferty polskich gmin nie są dla nich atrakcyjne. Ks. Piotr Brotoń, który w latach 1996-2002 pełnił służbę duszpasterską w tej byłej sowieckiej republice, mówi , że rząd polski nie wydał jeszcze dobrej ustawy o repatriacji. Ta, która obowiązuje, niewiele Polakom pomaga.

„Nasz Dziennik” dotarł do 51-stronicowej ankiety dla ubiegających się o powrót do kraju. Należy ją dokładnie wypełnić po polsku. Jak mają to zrobić ludzie, którym do 1952 r. nie wolno było mówić ani modlić się w ojczystym języku? – Były przypadki, że co sprytniejsi opłacali nauczycieli języka polskiego, aby im je wypełnili, komentuje ten fakt ks. Brotoń...

O tym trudnym czasie ks Piotr opowiadał mi kilka razy, też kiedy odwiedzałem go na jego obecnej parafii pod wezwaniem św Józefa w Warnicach koło Dębna. Pamiętam też doskonale, jak mówił do czego mu służyła lodówka w Kazachstanie: „…w lodówce zamykałem jedzenie przed szczurami. Energia elektryczna włączana była rzadko i zaledwie na kilka godzin, takie urządzenia jak lodówka bywały bezużyteczne w swej funkcji. Jednak jej ścianek, nie dawały rady przegryźć szczury, których było pełno pod podłogą mojego mieszkania. Czasami w nocy chodziły po mnie…” Odwołam się raz jeszcze do artykułu z „W Drodze”, pytanie; Jacy kapłani trafiają do Kazachstanu? Czy tylko wspaniali, zapaleni gorliwcy, prawie święci apostołowie czy również tacy, którzy nie mogli się odnaleźć w Polsce?”

Są jedni i drudzy, ale dominują gorliwcy…” – ksiądz Piotr właśnie takim gorliwcem był. Jechał z misją do Kazachstanu, żeby jeszcze tych paru żyjących tam Polaków miało swojego katolickiego księdza… Zrobił specjalnie prawo jazdy na autobus, aby wozić dzieci wygnańców z Ojczyzny, ich potomków – do Polski. Też pamiętam opowieść o spowiedzi staruszki, która umarła na jego kolanach, zaraz po tym, jak ją wyspowiadał. Była bardzo szczęśliwa, że po tylu latach mogła zobaczyć polskiego kapłana, który przyjechał specjalnie z Ojczyzny, aby pełnić taką posługę wśród Rodaków…

Linki:

https://wdrodze.pl/article/zostawiamy-ich-samych-sobie/

https://www.piotrskarga.pl/ukraina–odzyskane-mienie-parafialne-,9753,i.html

https://www.chrystusowcy.pl/news_239?device_tryb=0

Gdzie zmierza Europa?

Nadesłane z wysp, kolega podesłał.

„Stara Europa jest opanowana przez złudzenia. Obudź się, zanim będzie za późno

Zachód żyje w krainie fantazji, gdzie wszystko jest za darmo. Nasi przyjaciele patrzą na to z przerażeniem, nasi wrogowie z radością.

Matthew Syed

Niedziela, 8 grudnia 2024, 12:01, The Sunday Times

To, co najbardziej zdumiewać będzie przyszłych historyków, to jak głośno dzwoniły dzwony alarmowe. Francja, Wielka Brytania i Niemcy — wielkie filary starego porządku europejskiego — rozpadają się. Reszta świata (a mam rodzinę i przyjaciół niemal w każdym zakątku, w tym w krajach o najszybciej rozwijających się gospodarkach) dostrzega to, mówi o tym i, szczerze mówiąc, jest tym zaskoczona.

Po upadku koalicji Scholza, wyrzuceniu Michela Barniera i absurdalnym wznowieniu kariery Sir Keira Starmera w zeszłym tygodniu, zauważyłem, że jeden z użytkowników X napisał: „To jak oglądanie upadku Rzymu, ale z Wi-Fi”. Oczywiście to trochę przesadzone, ale to, co zdumiewa tego komentatora obserwującego z wnętrza budowli, to jak niezdolni są ludzie starej Europy do zdiagnozowania gnicia, nie mówiąc już o jego rozwiązaniu.

Francja jest doskonałym przykładem. Słuchałem debaty z udziałem trzech ekspertów, w tym dziennikarza z Le Monde, którzy próbowali zrozumieć upadek premiera i możliwy koniec Emmanuel’a Macrona, a cała rozmowa przypominała fragment „Alicji w Krainie Czarów”. Z spokojem (i nie bez inteligencji) mówili o porządku konstytucyjnym, polaryzacji i wzroście „skrajnych” partii, ale nie zdawali się dostrzegać ani nawet przeczuwali prawdziwej przyczyny problemów. To nie ma nic wspólnego z lewicą czy prawicą, Macronem czy Le Pen, Piątą Republiką czy podziałami społecznymi. Problem leży w ludziach we Francji — w demos, jeśli chcesz.

• Jak Francja się rozpadła: gorzko, napuchnięta i obwiniająca Macrona

Francja, widzisz, miała rządy lewicowe, prawicowe i wszelkie pomiędzy, a przez pięć dekad realizowała polityki zadziwiającej spójności. Od 1974 roku państwo prowadziło deficyty fiskalne każdego roku. A powód tego jest oczywisty dla wszystkich, oprócz, jak się zdaje, tych żyjących w świecie marzeń. To trwała i niezmienna wola Francuzów, by żyć ponad stan; cieszyć się rosnącym dobrobytem, wydatkami socjalnymi i dotacjami, jednocześnie opierając się wyższym podatkom, dłuższym godzinom pracy i odkładanym emeryturom, które są potrzebne, by je sfinansować. Dług publiczny wynosi teraz 120 procent PKB.

Jest na to słowo, i to właśnie to, co starali się przekazać tacy historycy jak Spengler i Gibbon w swoich opisach dynamiki upadku cywilizacji: złudzenie. Plan budżetowy Barniera, dość anemiczny, zakładał jedynie obniżenie deficytu z 6 procent do 5 procent PKB, ale nawet to wywołało gromy oburzenia. Parlamentarzyści — mówiący w imieniu elektoratu, który w każdej części popadł w stan chronicznego poczucia uprawnień — odpowiedzieli gromkim „non!”. Więc dług będzie rósł, populacja będzie się starzeć, stosunek zależności będzie się kurczyć, a dowiemy się, jak głęboka jest ta królicza nora dopiero, gdy nieuchronny kryzys długu wybuchnie, z potencjalnie katastrofalnymi konsekwencjami dla Francji, Europy, a jeśli do tego czasu wojna z rewansjonistycznymi mocarstwami stanie się nieuchronna, także dla świata.

Elektorat brytyjski jest, jeśli nie bardziej, to równie oderwany od rzeczywistości. Podobnie jak Francuzi, my lubimy obwiniać „bezużytecznych” polityków, system wyborczy czy członkostwo w różnych blokach handlowych, ale to głównie rozproszenie uwagi od faktu, że wyborcy stali się coraz bardziej oderwani od empirycznej rzeczywistości; wyborcy, którzy (jak konsekwentnie pokazują badania) domagają się skandynawskich usług publicznych przy amerykańskim poziomie opodatkowania, lśniącej nowej infrastruktury energetycznej, ale nie w moim podwórku, nowych mieszkań, ale przy zachowaniu prawa do weta na poziomie lokalnym, i potrójnie zabezpieczonych emerytur, ale nie rachunku. Spójrz na nasz słaby wzrost, przerażająco drogie rachunki za energię i rosnące płatności odsetek od długu przewyższające wydatki na obronę, i podziwiaj cud demokracji. To logiczna konsekwencja wyborów wyborczych — cecha naszego systemu, a nie wada.

Niemcy mają ten sam podstawowy problem, choć z niemieckim akcentem. Naród Bismarckowskiego realizmu przez 30 lat oszukiwał Amerykę, państwo, od którego zależy jego obrona, jednocześnie kolaborując z państwem, które najbardziej zagraża jego bezpieczeństwu: z Rosją. Kolejni przywódcy obejmowali ten strategiczny schemat Ponziego, ponieważ pozwalał im manipulować danymi o wzroście, zlecając koszty ochrony, jednocześnie opierając się na tanim rosyjskim gazie, który Putin bezwzględnie wykorzystał, by osłabić europejską determinację w obliczu coraz bardziej haniebnych aktów przemocy. Upadek koalicji Scholza nie jest przyczyną problemu; to tylko objaw. Podobnie jak Francja i Wielka Brytania, Niemcy to stary naród (choć zjednoczony dopiero pod koniec XIX wieku), który popadł w świat marzeń.

A oto co widzi świat patrząc na nas: cywilizację, która utraciła te cechy, które napędzały jej wzrost. Etyka pracy. Realizm. Inspirujące ukierunkowanie na przyszłość. Dziś Wielka Brytania przewodniczy coraz większej liczbie osób korzystających z renty inwalidzkiej, podczas gdy niemal nie debatuje się o (nie)przystawalności tego rozwiązania. Statystyki Światowego Banku sprzed kilku lat (choć kontrowersyjne) sugerują, że Europa ma 10 procent światowej populacji, 30 procent gospodarki i 58 procent wydatków na ochronę socjalną.

Czytając niedawno o związkach zawodowych sektora publicznego, które ogłaszają „prawo” do czterodniowego tygodnia pracy mimo spadającej produktywności (a nasi wrogowie pracują ciężej i dłużej), nie mogłem nie zastanowić się nad pracami historyka i generała Sir Johna Glubba. W „Losie imperiów” zauważył on, że to właśnie w chwili szczytowej wrażliwości kalifatu Abbasydów w IX-wiecznym Bagdadzie — po przejęciu władzy przez wojsko i groźbie bankructwa — ludzie zażądali krótszego tygodnia pracy.

Patrzenie na resztę świata tylko potęguje poczucie narastającego nierealizmu w starej Europie. Indie mogą być biedne i sparaliżowane przez niesprawiedliwy system kastowy, ale budują jak szalone i są zdecydowane stać się dominującą potęgą. Wietnam to państwo jednopartyjne, ale przyciągające ogromne inwestycje technologiczne i rozwijające się szybciej niż Anglia w XIX wieku. Polska i Rumunia były przez wieki zapadłymi dziurami, ale czują, że ich czas nadchodzi. Jedziesz do tych krajów i słyszysz, jak ludzie mówią nie o prawach i przywilejach, ale o odpowiedzialnościach i obowiązkach — i obronie. Nie patrzą w lusterko wsteczne ani nie chowają się w zbolałej winie za dawne historie, ale odważnie sięgają w przyszłość, w sposób, który jest tak namacalny, że można to poczuć.

Chciałbym dodać trzy dodatkowe uwagi, które ze względu na ograniczoną przestrzeń nie mogą być szerzej omówione. Niekontrolowana imigracja — legalna i nielegalna — pogłębiła problemy Europy, ale ta polityka nie była wolą ludu. Całkowita porażka w kontrolowaniu granic nie była wyrazem demokracji, lecz jej największym nowoczesnym zdradzieckim czynem — i będzie miała swoje konsekwencje przez dekady. Warto także zauważyć biurokratyczne nadmierne ingerencje instytucji UE oraz coraz bardziej widoczne oznaki korupcji — tego również nie można pominąć w żadnej analizie europejskich trudności. Nie można również pominąć coraz bardziej bezczelnego transferu majątków superbogatych, którzy wykorzystują instytucjonalną wartość Europy, aby zabezpieczyć ogromne bogactwo, jednocześnie uchylając się od swoich zobowiązań podatkowych.

Mam nadzieję, że możliwe jest dostrzeganie tych problemów i głębokie rozmyślanie nad tym, jak się z nimi zmierzyć, a jednocześnie zrozumienie głównej myśli tego artykułu. Stara Europa pozostaje wielką potęgą i (moim zdaniem) najlepszym miejscem na świecie do życia, ale jej mieszkańcy popadli w świat marzeń, z którego muszą się obudzić, inaczej świat wyprzedzi nas. A my zostaniemy — z naszą winą, wojnami kulturowymi i filmikami z kotami — zastanawiając się, jak to możliwe, że do tego doszło.”

Tłumaczenie: Chat GPT

Źródło:

https://www.thetimes.com/article/153f0f46-3be6-4b90-8131-e8d0315a9f90?shareToken=e83f3cc6ca69b4f90a5150bb1354aa47&fbclid=IwY2xjawHCxQVleHRuA2FlbQIxMQABHU6p3k5Ys0ah7Dai-Wv5joLIu89llFtjCW9l4RgtfCFwMHiPIZQrOod0fA_aem_p1296FSyuhhl50dLJetm9g

Ilustracja – Bez mała jedna z wizji SF… Kto wie co się wydarzy…

Zawody klubu Proporzec, strzelnica; Lwówek. Rywalizacja sportowa.

Rywalizacja przebiegała sprawnie. Strzelaliśmy strzelbę dynamiczną w klasach standard i open, także był pistolet pneumatyczny i karabin pneumatyczny stojąc. Te konkurencje uznawane jako klasyczne sportowe konkurencje olimpijskie w strzelectwie, dawały startującym w nich po raz pierwszy, szeroką perspektywę na walory strzelectwa sportowego: skupienie, koncentracja umiejętność opanowania odruchów i emocji, koordynacja czynności wykonywanych podczas oddania strzału, jak i skoncentrowanie się na nich samych, aby wykonać je maksymalnie poprawnie. Nie jest to proste zadanie dla wtajemniczonych. Walka ze swoimi niedociągnięciami, przede wszystkim jednak umiejętność tak zwanego trzymania „nerwów na wodzy”. Efekt na tarczy to 10-ka wewnętrzna. Niełatwy do osiągnięcia.

Z kolei strzelba dynamiczna z mierzeniem czasu budowała płynność i koordynację oddania kilku strzałów jak najbardziej poprawnie zawężonych do jak najkrótszej ramy czasu. Konkurencje doskonale się uzupełniające na zupełnie innych płaszczyznach. Taki ich dobór był bardzo ciekawy.

Poniżej kilka fotografii z osi pneumatycznej, którą sędziowałem. Ta konkurencja jest dla mnie szczególnie bliska. Poza tym że jest doskonałym wprowadzeniem do zrozumienia filozofii strzelectwa sportowego, to jest też doskonałą płaszczyzną do utrzymania kondycji psycho-fizycznej dla osób praktycznie w każdym wieku, nie mówiąc już o emocjach związanych z współzawodnictwem strzeleckim, tym bardziej że na zawodach byli reprezentanci innych strzeleckich klubów sportowych.

Panie dawały sobie doskonale radę we współzawodnictwie

Zbiór fotek na FB:

https://www.facebook.com/piotr.szelagowski.5/posts/pfbid0HyXmsFJMb2R5Y4CFZPGcHi5qf18UnmyyorbgBr3NjwpQoFBJ1YAkzCRNPxC7J9VBl